Woj-Pach w Kalinie

Woj-Pach Wojciecha Pachulskiego mieści się na południowy wschód od Łodzi. Kalino 63, gmina Rzgów, powiat łódzki wschodni. Kalino liczy ze 400 dusz, a jednak w małej miejscowości można z powodzeniem prowadzić serwis ogumienia, od trzech dekad. Jednym z atutów, w ostatnich latach jest bliskość autostrady A1 i drogi ekspresowej S8. Ale zawsze najważniejsze sprawy to jakość pracy oraz podejście do klientów, wprowadzające od razu pogodną atmosferę.

„Jako mały chłopiec zdejmowałeś koła z każdej zabawki, teraz to twoja praca”. „Tato, chcę karnet na siłownię. Siłownię mamy w domu”. To przykłady z mediów społecznościowych prowadzonych przez Mateusza Pachulskiego, syna Wojciecha, który pomaga tacie i deklaruje, że chętnie przejmie firmę za kilka lat. W. Pachulski ma 62 lata, tekstami sypie jak z rękawa, od lat, co z uśmiechem potwierdza małżonka, Anna Pachulska. Gdy umawiałem się przez telefon, że chcę przyjechać do Kalina, pan Wojciech stwierdził, że opisujemy duże ryby, a on jest małą rybką. Odparłem, że przedstawiamy zróżnicowanie naszej branży, że interesują nas nie tylko duże serwisy w dużych aglomeracjach, również w miastach, miasteczkach i wsiach. Zatrudniające wiele osób, ale i te, w których pracuje sam właściciel. ”To jesteśmy umówieni, będę musiał się umyć”.

- Pan jechał, to już z krzyżówki dzwonili, że takim ładnym samochodem - usłyszałem na powitanie. - Proszę uważać, BHP, tutaj wszytko jest zrobione pod mój wzrost. Niech pan wejdzie do domu na herbatę. Które drzwi? A te na dole, ja jestem mały, to i mieszkam na dole. No jak nie trzeba, zawsze coś wyskoczy.

To żartobliwe nawiązanie do sytuacji w momencie mojego przyjazdu do Kalina. Zastałem W. Pachulskiego przy Porsche Cayenne. Ponieważ pracuje sam (w sezonie pomaga szwagier), a Mateusza nie było, musiał dokończyć, co oczywiste. Nie chciał, żebym marznął na dworze, stąd zaproszenie na herbatę. W Porsche to nie była standardowa przekładka, choć pod koniec lutego niektórzy stali klienci już zjawiali się na założenie letnich gum. W okolicach Łodzi śnieg już zniknął. Właściciel Cayenne’a zauważył, że z zimowek w jego aucie schodzi powietrze. Zaopatrzył się w cztery używane zimówki, wrzucił do samochodu, przyjechał na przełożenie. Przełom lutego i marca, mimo braku śniegu w centralnej Polsce, może jeszcze zaskoczyć przymrozkami, a na takie warunki najlepsze zimówki.

36 lat doświadczenia

W. Pachulski zaczynał w oponiarstwie w 1990 r., w serwisie ogumienia w Łodzi, po godzinach. „Serwis ogumienia”, teraz to normalne, przed 36 laty nowość, łatało się mnóstwo dętek, a o zimowych oponach nikt nie słyszał. Swoją firmę założył przy domu w Kalinie w roku 1996 i tak się ułożyło, że właśnie ona stała się podstawą utrzymania. Nie praca w służbie zdrowia i nie gospodarstwo rolne. Na początku W. Pachulski pracował pod wiatą. Teraz są dwa zadaszone stanowiska w takim rozbudowanym garażu, z tym że jedno zajmują również maszyny do obsługi dużych kół, ciężarowych, rolniczych, budowlanych. „Większych ode mnie”, jak zaznacza W. Pachulski.

Rolnicze przywożą

Rolnicy z reguły przywożą koła, od przyczep, rozrzutników, traktorów itd. Czasami trzeba im pożyczyć narzędzia do odkręcania, albo pojechać i pomóc. Kiedyś „60”, czyli Ursus C-360, uchodziła za duży ciągnik. Teraz można rzec, że w nowoczesnych ciągnikach przednie koła są takie jak tylne w „60”. Naprawy na zimno i na gorąco W. Pachulski wykonuje przy użyciu materiałów Tip-Top. Kiedyś próbował innych, ale... Podobnie z dętkami, najlepszy jest Kabat.

- Po co zmieniać, jak coś działa - komentuje lakonicznie. - Ja nie jestem taki, że będę szukał czegoś, że może kilka złotych taniej. Od lat współpracuję z Leworem, kupuję od nich maszyny, korzystamy ze szkoleń.

Zachwala też Inter Cars. Dostarczają opony trzy razy dziennie, świetna sprawa. Jak zamówi się towar z samego rana, do godz. 7, będzie o godz. 10. Jak do 10 przywiozą o 13, jak do 15 przywiozą do 18. Ale trzeba też mieć coś na miejscu, z tych podstawowych rozmiarów, 15-17 cali. Klienci (nie tylko z gminy Rzgów) wybierają zazwyczaj budżetowe marki, względnie takie marki środka jak Kleber. Wielosezonowe? Oczywiście, zwłaszcza jak ktoś podróżuje na niewielkie odległości, a w niedzielę do kościoła. W. Pachulski widzi również… korzyści. Z całorocznymi klienci przyjeżdżają w różne miesiące, popyt rozkłada się w czasie.

Chińskie, także indyjskie zdobyły popularność w rolnictwie. Rolnicze czy budowlane kupuje W. Pachulski pod konkretne zamówienie, różnorodność rozmiarów jest wszak olbrzymia. Ciężarowymi nie handluje, tylko obsługuje.

W sezonach kolejka

Kolejka - przy małej działalności najlepiej się sprawdza. W. Pachulski unika w ten sposób pretensji, że ktoś umówił się na konkretną godzinę, już jest 10 minut po, a on nie może wjechać na stanowisko. Serwis zaprasza w godz. 8-18, w soboty 9-13. Czasami trochę dłużej, nikt nie zamknie bramy przed nosem o 17.50, ale to już nie te czasy, gdy robiło się do późnego wieczora. W chłodne dni przydaje się kamera z podglądem w telefonie, od razu widać, że ktoś przyjechał.

- To nie jest robota na wyścigi - przestrzega W. Pachulski. - Teraz są takie drogie opony, drogie felgi, trzeba uważać, liczy się dokładność. A najlepsza reklama to dobra fama.

Przekładki na stalowych obręczach kosztują 140-200 zł, na alu od 180 zł. Naprawy w osobowych od 50 zł, przechowalnia jest dla klientów z firm, brak miejsca na większą ilość opon. Azotem nie pompuje, proponował firmom, ale nie było zainteresowania również z ich strony. Zaznacza, że pompowanie tym gazem z butli to lipa. Opona i felga powinny być odkażone, potem wytwornica robi próżnię, dopiero na koniec napełnia azotem. W razie potrzeby uzupełnienia ciśnienia również powinien być azot, nie powietrze. Zawsze pan Wojciech podaje dwie ceny, za opony i za robociznę. Bo jak klient usłyszy jedną kwotę za wszystko, odnosi wrażenie, że drogo.

Straż i zespół

M. Pachulski pracuje w branży motoryzacyjnej, u pobliskiego dealera Kii, zajmuje się magazynem blacharsko-lakierniczym. Robotę przy oponach zna, nauczył się przy ojcu. Zakład na tę chwilę prezentuje się może skromnie, ale jest przestrzeń (działka) na rozbudowę.

- A co to jest wolny czas - W. Pachulski odpowiada uśmiechem na pytanie o hobby. - Zawsze ta robota i robota, nawet poza sezonami. W Kalinie nie ma innego oponiarza. Wykończyłem wszystkich. A poważnie, to nie jest takie łatwe zajęcie, jak mogłoby się wydawać.

Od słowa do słowa przy herbacie okazuje się, że W. Pachulski lubi latać, podróżować za granicę. „Na stare lata” zwiedził pół Europy. Ale i na miejscu nie siedzi z założonymi rękami. Jest gospodarzem sali Ochotniczej Straży Pożarnej (OSP) w Kalinie. Bierze również udział w akcjach. No jeszcze trzy lata można, do 65. roku. Jednostka należy do KSRG, Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego. Syn jest zastępcą prezesa OSP Kalino. Poza tym M. Pachulski od lat należy do Zespołu Pieśni i Tańca Rzgowianie w Gminnym Ośrodku Kultury (GOK) w Rzgowie. Solistką jest Natalia, starsza siostra Mateusza. W zespole już udziela się trzyletni Ignacy, syn Natalii, wnuk Anny i Wojciecha. Mało tego, jest tam także zięć Pachulskich i narzeczona Mateusza, przyszła synowa. Dodajmy, że Rzgowian zakładał teść pani Natalii. Zespół istnieje od 1985 r., liczy 110 osób, jedna wielka rodzina. Występuje nie tylko w kraju, M. Pachulski wylicza, że był na koncertach np. we Francji, Bułgarii, Czarnogórze, na Węgrzech, na Ukrainie. A. Pachulska miała w tym udział, systematycznie woziła dzieci na zajęcia do GOK-u.

- Było warto, to przecież taka nasza mała ojczyzna - podsumowuje pani Anna.

Tekst i zdjęcia: Jacek Dobkowski

Przegląd Oponiarski 4/243 (Kwiecień 2026)

drukuj  
Komentarze użytkowników (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy - dodaj swój komentarz
Musisz być zalogowany aby dodać swój komentarz
Ogłoszenia
Brak ogłoszeń do wyświetlenia.
Zamów ogłoszenie

© Copyright 2026 Przegląd Oponiarski

Projektowanie stron Toruń