Edukacja, wykształcenie i społeczna wrażliwość

Z Jolantą Placha, prezes firmy Świstowski Sp. z o.o. z Torunia, rozmawia Sławomir Górzyński

- Podstawowym celem przedsiębiorstwa jest rozwój i budowanie kapitału. Czy Twoim zdaniem firma, która dobrze prosperuje, powinna również angażować się w działania społeczne?

- Dla firmy Świstowski sp. z o.o. zaangażowanie społeczne nie jest kwestią chwilowej mody, lecz stałą zasadą, którą kierujemy się od ponad 40 lat. Wierzymy, że miarą sukcesu przedsiębiorstwa jest nie tylko wynik finansowy, ale i to, jak silny impuls do rozwoju dajemy naszemu otoczeniu. Dobra kondycja finansowa daje nam realne narzędzia, by wspierać inicjatywy ważne dla lokalnej społeczności.

Nasze działania są konkretne: od lat stale wspieramy organizację „Serce Torunia” w jej pracy na rzecz potrzebujących, a w ubiegłym roku zaangażowaliśmy się w organizację Biegu Kopernikańskiego dla toruńskich szkół średnich, bo wierzymy w inwestowanie w zdrowie i hart ducha młodzieży. Staramy się też reagować natychmiastowo w sytuacjach kryzysowych, dlatego przekazywaliśmy darowizny i nasze produkty w czasie pandemii czy powodzi.

- Jednym z obszarów, w które angażuje się Twoja firma, jest wspieranie edukacji. Jak oceniasz rolę biznesu w rozwoju szkolnictwa - zwłaszcza zawodowego?

- Moim zdaniem każdy, w każdy możliwy sposób, powinien wspierać edukację na wszystkich poziomach. Jest ona bowiem niezwykle istotna w kształtowaniu przyszłych pokoleń - od pracowników i kadry zarządzającej, aż po elity polityczne. Dobrze wykształcone społeczeństwo potrafi realnie oceniać sytuację, podejmować właściwe decyzje i nie ulegać populizmowi. Umiejętność odróżniania kłamstwa od prawdy jest kluczowa, bo to ci młodzi ludzie będą kształtowali nasz jutrzejszy świat.

W kontekście szkolnictwa zawodowego rola biznesu jest wręcz fundamentalna. Powinniśmy z wielkim zaangażowaniem przygotowywać nowe kadry, ponieważ to od nich będzie zależała przyszła jakość usług, produkcji czy innowacji w Polsce. My, jako przedsiębiorcy, mamy bezpośredni wgląd w realne potrzeby rynku i wiemy, jakie technologie stają się standardem w nowoczesnych serwisach. Łącząc naszą wiedzę praktyczną z misją edukacyjną szkoły, budujemy kapitał społeczny, który jest świadomy i gotowy na wyzwania nowoczesnej gospodarki.

- W Centrum Kształcenia Ustawicznego w Brodnicy ma powstać klasa przygotowująca przyszłych pracowników serwisów oponiarskich. Twoja firma angażuje się w wyposażenie szkolnego warsztatu. Skąd pomysł na takie wsparcie?

- Bardzo nas cieszy, że szkoła chce kształcić specjalistów w tej dziedzinie. Nasi klienci niejednokrotnie narzekają na brak kompetentnych pracowników, dlatego mamy nadzieję, że szkoła w Brodnicy przygotuje fachowców, którzy realnie wypełnią tę lukę na rynku. Praca w serwisie oponiarskim wiąże się z ogromną odpowiedzialnością. Należy pamiętać, że opona to jedyny element pojazdu mający bezpośredni kontakt z nawierzchnią - to element krytyczny dla bezpieczeństwa. Właściwy dobór oraz fachowa naprawa opony uratowały już niejedno życie.

Chcemy, aby uczniowie szkoląc się na naszym sprzęcie, zyskali nie tylko sprawność techniczną, ale i świadomość wagi swojej pracy. Niewątpliwie dowiedzą się również, jak kluczowa jest sezonowa wymiana ogumienia. Opona letnia na zmrożonej nawierzchni twardnieje i zachowuje się jak plastik, tracąc przyczepność. Z kolei opona zimowa, dzięki miękkiej mieszance, chroni przed poślizgiem. Przekazując nowoczesne wyposażenie do warsztatu CKU, dajemy młodym ludziom narzędzia do tego, by w przyszłości dbali o nasze wspólne bezpieczeństwo na drogach.

- Firmy potrzebują dobrze wykształconych pracowników. Skąd pozyskujecie nowe kadry?

- Mamy w tym zakresie dużo szczęścia - rotacja pracowników w naszej spółce jest bardzo mała. Szczycimy się tym, że mamy w zespole osoby pracujące u nas od 20, a nawet 30 lat. To pokazuje, że firma Świstowski to stabilne i dobre miejsce pracy, a dzięki tak ogromnemu doświadczeniu naszych kadr nie musimy nieustannie pozyskiwać nowych osób.

Faktem jest jednak to, że w całej gospodarce inżynierowie, technicy, a przede wszystkim dobrze wyszkoleni specjaliści są bardzo potrzebni. Właśnie dlatego inwestycja w edukację zawodową jest niezwykle istotna. Chcemy wspierać kształcenie nowych kadr nie tylko dla siebie, ale dla całej branży. Pożądane na rynku pracy są osoby z solidnymi podstawami, które docenią stabilność zatrudnienia oraz możliwość rozwoju.

- Twoja firma ma już ponad 40-letnie doświadczenie. Jak wychować kolejne pokolenie przedsiębiorców? Czy sukcesja to trudny orzech do zgryzienia?

- To nigdy nie jest łatwe przedsięwzięcie i my oczywiście też się do tego przygotowujemy. Firmę tworzyliśmy w latach 90-tych - wszystko budowaliśmy sami ciężką pracą i kosztem wielu wyrzeczeń. Traktujemy biznes trochę jak własne dziecko. Aby skutecznie przeprowadzić sukcesję, trzeba być na to gotowym przede wszystkim mentalnie. Zawsze twierdziłam, że będę prowadzić firmę do 80-tki, ale powoli zmieniam zdanie. Na szczęście nasze dzieci wykazują zainteresowanie kontynuowaniem rodzinnego biznesu. To pozwala z optymizmem patrzeć w przyszłość i budować firmę na fundamencie wartości, które wypracowaliśmy przez te wszystkie lata, łącząc je z nową energią młodego pokolenia.

- Czy możesz porównać rynek maszyn warsztatowych z początku XXI wieku do obecnego?

- Rynek przeszedł ogromną ewolucję. Co ciekawe, w latach 90-tych polski rynek był niezwykle chłonny na maszyny bardzo drogie i zaawansowane technologicznie. Do dzisiaj w firmie CEMB krąży historia o tym, jak sprzedaliśmy w Polsce trzy niezwykle drogie wyważarki z monitorem do opon ciężarowych. Dla Włochów było to kompletnie niepojęte, bo poza naszymi trzema sztukami, producent sprzedał wtedy tylko jedną taką maszynę i to bezpośrednio do fabryki Michelin we Francji! To pokazuje, że od zawsze stawialiśmy na innowacyjność.

Czas nie stoi w miejscu i preferencje konsumentów ulegają zmianie. Obok maszyn włoskich czy niemieckich pojawiły się te produkowane w Chinach. Muszę przyznać, że bardzo długo opieraliśmy się wprowadzeniu ich do naszej oferty, ale ostatecznie uznaliśmy, że musimy odpowiedzieć na potrzeby różnych segmentów rynku. Wybraliśmy jednak drogę selektywną - postawiliśmy na kilku sprawdzonych, dobrych dostawców. Dziś nie mamy powodów do narzekania na jakość tych urządzeń, bo to solidny sprzęt w swojej klasie. Niemniej jednak, mimo obecności marek azjatyckich, nadal jesteśmy wierni markom TECO i CEMB. Co ciekawe, odnoszę wrażenie, że trend obecnie znowu się odwraca. Klienci coraz częściej wracają do maszyn produkowanych w Europie, ceniąc ich precyzję i długowieczność.

- Warsztaty mechaniczne coraz częściej zajmują się także obsługą kół. Jak ta zmiana wpływa na rynek wyposażenia?

- To zjawisko jest naturalną odpowiedzią na oczekiwania nowoczesnego klienta, który chce kompleksowej obsługi w jednym miejscu. Zmiana ta wymusza na rynku wyposażenia zupełnie inne podejście. Warsztat mechaniczny, który decyduje się na obsługę kół, szuka urządzeń, które są przede wszystkim uniwersalne i wysoce efektywne. Takie, które pozwolą mechanikowi szybko i bezbłędnie wykonać serwis opon pomiędzy naprawą zawieszenia a wymianą hamulców. W związku z tym rozszerzyliśmy naszą ofertę o urządzenia i akcesoria dedykowane do warsztatów mechanicznych.

Warsztaty mechaniczne częściej inwestują w maszyny zautomatyzowane, które minimalizują ryzyko uszkodzenia felgi czy opony przy pracy wykonanej przy okazji innych napraw. To dla nas bardzo pozytywny trend, bo promuje urządzenia wysokiej klasy, które gwarantują bezpieczeństwo i powtarzalność usługi, niezależnie od tego, czy wykonuje ją wyspecjalizowany wulkanizator, czy mechanik.

- Co w ostatnich latach było dla Was największym wyzwaniem?

- Przede wszystkim konieczność utrzymania bezkompromisowej jakości w czasach, gdy rynek został zalany tanimi, często zawodnymi produktami z różnych części świata. W branży oponiarskiej bezpieczeństwo zależy od detali, dlatego naszą misją było przekonanie klientów, że na materiałach naprawczych nie należy oszczędzać.

W tym kontekście kluczowa jest nasza współpraca z naszym japońskim dostawcą, firmą Maruni. Japońska technologia materiałów wulkanizacyjnych to światowa ekstraklasa - ich wkłady, łatki czy chemia to produkty, które gwarantują trwałość naprawy w najbardziej ekstremalnych warunkach. Wyzwaniem było budowanie świadomości, że profesjonalny materiał naprawczy to nie tylko koszt, ale przede wszystkim bezpieczeństwo kierowcy i prestiż serwisu. Jako firma Świstowski bierzemy pełną odpowiedzialność za to, co trafia do rąk klienta, dlatego w naszej ofercie zostawiamy miejsce wyłącznie dla produktów premium, za które możemy ręczyć naszym 40-letnim doświadczeniem.

- Co może się zmienić w sektorze wyposażenia w najbliższych latach? Ewolucja czy rewolucja?

- Przyszłość jest nieprzewidywalna. Gdybyśmy znali odpowiedź na to pytanie, znaleźlibyśmy się na wygranej pozycji. Uważamy, że najbliższe lata upłyną pod znakiem dostosowania warsztatów do obsługi samochodów elektrycznych. Pojazdy te są cięższe i szybciej zużywają opony, co wymusi na serwisach stosowanie bardziej precyzyjnego sprzętu do wyważania i geometrii. Bez tego trudno będzie zapewnić klientom bezpieczeństwo i odpowiedni zasięg auta.

Spodziewam się też coraz większej automatyzacji. Maszyny będą same podpowiadać rozwiązania i wykrywać usterki, których nie widać gołym okiem. Jako dostawca nie będziemy już tylko sprzedawać urządzeń, ale przede wszystkim uczyć, jak z nich korzystać, by praca była szybsza i bezbłędna. Przyszłość to połączenie nowoczesnych urządzeń z kompetencjami pracowników. Moim zdaniem szkolenia zawodowe będą odgrywały coraz istotniejszą rolę, aby odpowiedzieć na zapotrzebowanie rynku na coraz lepiej wykształconych i bardziej wyspecjalizowanych pracowników.

- Dziękuję za rozmowę.

Przegląd Oponiarski 4/243 (Kwiecień 2026)

drukuj  
Komentarze użytkowników (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy - dodaj swój komentarz
Musisz być zalogowany aby dodać swój komentarz
Ogłoszenia
Brak ogłoszeń do wyświetlenia.
Zamów ogłoszenie

© Copyright 2026 Przegląd Oponiarski

Projektowanie stron Toruń