Podczas wizyt w serwisach ogumienia wiele razy słyszałem, że floty to biurokracja, niższe ceny i szereg wymagań, niektórzy wręcz z nich rezygnowali. Tymczasem Bernard Schabowski żyje przede wszystkim z flot, udział indywidualnych klientów określa na 20 proc. B. Schabowski jest właścicielem serwisu Driver Pielach w podkarpackim Krośnie, przy ul. Pużaka 51a. Nazwa „Pielach” wzięła się od… rzeki w Austrii, pełnej pstrągów, która niegdyś zauroczyła pana Bernarda.
Floty dają przewidywalność przychodów. Na podstawie umów i wieloletniego doświadczenia można precyzyjnie wyliczyć, ile złotówek wpłynie, na co firmę będzie stać, na jakie inwestycje w sprzęt. To podstawa biznesu. Owszem, papierologia istnieje, floty przeprowadzają remanenty, co zupełnie zrozumiałe, ale doprawdy można na nich zarobić. A jeśli idzie o ceny, B. Schabowski zwraca uwagę, że prywatni klienci płacą więcej niż floty w takich ośrodkach jak Warszawa, Kraków. Tutaj jest Krosno i nie można żądać wygórowanych kwot. B. Schabowski firmę otworzył w 1990 r., zna bardzo wiele osób również z branży flotowej, utrzymuje z nimi dobre kontakty. Dlatego posiada umowy nie tylko z Drivera, również z innych sieci. A w przypadku instytucji typu pogotowie ratunkowe czy policja trzeba wygrać przetarg.
Druga, charakterystyczna cecha krośnieńskiej firmy - umawianie się na przekładki i to przez telefon. Znów odwołam się do moich rozmów z innymi oponiarzami, którzy wrócili do kolejki, gdyż zapisy okazały się kłopotliwe. Przede wszystkim odczuli dezorganizację pracy przez kierowców, którzy umówili się, lecz nie przyjechali i nie poinformowali, że coś im wypadło. Ale dla B. Schabowskiego to żaden problem. Klienci mają ten komfort, że są umówieni, że gdy przyjadą, to zaraz ich samochód znajdzie się na stanowisku w hali. Jeżeli ktoś się nie zjawi, można szybciej przyjąć następnego kierowcę, w sezonie ruch jest przecież duży. A dlaczego telefonicznie? Każda sieć serwisów czy operator floty posiada własne systemy informatyczne, niekoniecznie powiązane z systemem firmy Pielach. Trzeba by zatrudnić pracownika do koordynacji tego wszystkiego. Telefon sprawdza się jako najbardziej skuteczne rozwiązanie. Tak, również w przypadku flot, po prostu użytkownicy samochodów dzwonią.
Przez pół doby
Nie ma nadgodzin, w dni powszednie firma zaprasza w godz. 8-20, najdłużej w mieście, w soboty 8-14. Pierwsza zmiana, od poniedziałku do piątku, pracuje 8-16, druga 12-20, więc w najbardziej „gorącym”, popołudniowym okresie są wszyscy - pięć osób, nie licząc szefa.
- To sprawdzony system - ocenia B. Schabowski. - Przekonaliśmy się w przeszłości, że po przedłużeniu pracy, na drugi dzień człowiek przychodzi zmęczony, mniej wydajny, może być niezadowolony. Nie ma sensu.
Ludzie dostają, w każdym miesiącu, stałą pensję i premię od obrotu, nawet 100 proc. Każdemu zależy, aby jak najwięcej zrobić. Że to dobry układ świadczy chociażby fakt, że załoga jest związana z firmą przez dłuższy czas, a kierownik serwisu od 34 lat. Nikt nie ociąga się przy przekładkach czy innej pracy, rzecz jasna zachowując wysoką jakość, z którą Pielach jest kojarzony na rynku.
Bo indywidualni klienci to często użytkownicy aut premium. Wiedzą od lat, że przy Pużaka 51a zostaną właściwie, fachowo obsłużeni, Opony też kupują premium, nie tylko Pirelli, także Goodyear, czy Michelin. B. Schabowski podkreśla, że w jego regionie wielosezonowe się nie sprawdzają. Wystarczy wybrać się w stronę Iwonicza czy Rymanowa, przekonać się, jaki tam może być nawiany śnieg, zaspy.
- Coś co jest dobre zimą, nie może być dobre w lecie - dodaje. - Wielosezonowe w dużych miastach zapewne zdają egzamin, ale nie tutaj. Pyta pan o chińskie, jak ktoś się uprze, to sprzedajemy. Hurtownie dowożą towar sprawnie, Handlopex jest w Rzeszowie, Inter Cars w Krośnie wręcz za rogiem. Przed sezonem jednak warto mieć u siebie pewien zapas opon. Przyznaję, że kiedyś ten zapas był większy, to jednak zamrożone pieniądze.
Jedna kwota
Gdy klient kupi opony, wszystko ma w jednej cenie, również utylizację zużytego ogumienia. Konkurencja internetu sprawiła, że przez lata marża na ogumieniu bardzo spadła, zarabia się na usłudze. Przekładka na stalowych obręczach kosztuje 150 zł, jedna stawka. W przypadku aluminiowych felg odpłatności rozciągają się od 170 zł po 300 zł. Przechowalnia 100 zł, tutaj cennik również jest uproszczony. Płaci się z dołu, co jest rzadko spotykane. Dlaczego? Tak się zaczęło, trwało i teraz ciężko byłoby zmienić. Niedawno B. Schabowski zastanawiał się nad rozbudową magazynu, ale nie był pewien, kiedy inwestycja mogłaby się zwrócić.
Przy okazji B. Schabowski zwraca uwagę na utylizację opon rolniczych, Renomowani producenci, tacy jak Goodyear, Pirelli, Michelin odbierają to ogumienie, z tym że określają ilościowe minima, przykładowo 20 sztuk. W przypadku „chińczyków” robi się problem. Jakaś firma sprowadziła opony, sprzedała i nie zawsze nadal istnieje.
Bo Pielach zajmuje się nie tylko osobowymi i dostawczymi oponami, także rolniczymi, ciężarowymi. Rolnicy z reguły przywożą koła do zakładu, czasem przyjeżdżają traktorami. Ciężarówki są obsługiwane na zewnątrz, na dużym placu, ale mogą też wjechać na jedno, przystosowane dla nich stanowisko - klimatyzacja, wymiana oleju i filtrów itd. Łącznie są cztery stanowiska, dwa z wjazdem od frontu, dwa z drugiej strony. Obsługa klimatyzacji dotyczy również samochodów osobowych, poza tym standardowe wymiany oleju, klocków i tarcz hamulcowych, ustawianie geometrii.
- Bardziej zaawansowana mechanika często oznacza blokowanie stanowiska - wyjaśnia krośnianin. - Staramy się, aby po jednej godzinie samochód był gotowy.
Opel z sieci
Spytany o korzyści z sieci Driver, do której należy od dwóch dekad, B. Schabowski wymienia bardzo konkretne rzeczy - remont elewacji, remont biura. No i nowego Opla Mokkę, którego użytkuje w nagrodę za wyniki w skali kraju. Może być z tego dumny, Krosno, z całym szacunkiem, nie należy do największych miast w Polsce.
Z Austrii na Podkarpacie
Życiorys pana Bernarda to materiał na dłuższą opowieść. Urodził się we Wrocławiu, ale jego rodzina pochodzi ze Lwowa. Dziadkowie ze strony matki pomagali Żydom podczas niemieckiej okupacji, co zostało oficjalnie poświadczone przez izraelskie instytucje. Ukończył elektronikę na Politechnice Wrocławskiej. Pamięta doskonale stan wojenny wprowadzony w niedzielę, 13 grudnia 1981, czołgi na ulicach. Pracował w państwowych firmach, w zakładach wojskowych, potem w zakładach budownictwa ogólnego. O działalności opozycyjnej wypowiada się skromnie, „byłem gońcem u Frasyniuka”. Wyemigrował na Zachód, do Niemiec, potem wraz z żoną do Austrii, uzyskał azyl. Dał się poznać jako człowiek z żyłką do biznesu. Dzięki bardzo dobrej znajomości niemieckiego pomagał ludziom z socjalistycznych krajów w zakupie używanych samochodów. Potem skorzystał z propozycji, wywiózł auta z tego placu do Polski i sprzedał w dwa tygodnie, akurat w Krośnie, bo tam można było najszybciej otworzyć skład celny. Wywiózł nie lawetą, ale zaangażował do tego kierowców z Polski. Inne czasy. Premią za tak dobre wyniki był ciężarowy zestaw wypełniony nowymi i używanymi oponami i kołami. I tak zaczęła się przygoda B. Schabowskiego z ogumieniem trwająca do dziś. W szczytowym okresie prowadził sześć serwisów, cztery w Krośnie, jeden w pobliskim Jaśle, skąd pochodzi jego żona, jeden na Słowacji.
Uwielbia kontakt z naturą, leśne wędrówki, zbieranie grzybów, także latanie balonami na ogrzane powietrze. We wrześniu w Krośnie będą balonowe mistrzostwa świata, pierwsze w Polsce. A oczkiem w głowie dziadziusia Bernarda jest 12-letnia wnuczka Kalina Górzyńska, mająca już za sobą występy teatralne (Teatr Buffo jako młoda Pola Negri) i filmowe, m.in. w serialach „Tatuśkowie” i „Tylko jedno spojrzenie”.
Tekst i zdjęcia: Jacek Dobkowski