Kumho Tire - firma z wizją

Nad oponami do elektryków pracują od prawie 10 lat

Z Arkadiuszem Światkiem, menedżerem odpowiedzialnym za biznes Kumho w Polsce, rozmawia Sławomir Górzyński

- Firma Kumho  od kilku lat stara się zaistnieć na naszym rynku oponiarskim. Czy nie za późno zdecydowaliście się na tę ofensywę?

- Kumho na polskim rynku obecne jest od wielu lat, natomiast oficjalnie funkcjonujemy od 2005 roku, kiedy rozpoczęliśmy współpracę z naszym pierwszym dystrybutorem. W kolejnych latach dołączył następny dystrybutor naszych produktów. Naszym celem jest, żeby w 2021 r. opony Kumho były jeszcze bardziej rozpoznawalne i dostępne niż w latach poprzednich zarówno w Polsce jak i Europie

- Czy mówimy o wszystkich segmentach rynku oponiarskiego? O oponach osobowych, ciężarowych i OTR-ach?

- Oferta opon Kumho w Polsce obejmuje zarówno opony osobowe, dostawcze i 4x4 (SUV) oraz szeroką gamę  opon ciężarowych. Najbogatsza oferta obejmuje opony w kategorii samochodów do 3,5 tony, gdzie można wyróżnić opony letnie, zimowe i całoroczne. W gamie opon ciężarowych posiadamy opony do transportu dalekosiężnego, regionalnego oraz do pracy w trudnych warunkach. Niestety opony OTR nie są oferowane.

- W Europie widać Was szczególnie na stadionach piłkarskich Bundesligi, czy angielskiej Premier Ligue…

- To prawda. Firma Kumho stara się być obecna zarówno w sportach motorowych jak i w dyscyplinach powszechnie oglądanych, jak piłka nożna, czy koszykówka. Piłka nożna jest chyba najbardziej popularnym sportem. Widać nas nie tylko w Niemczech i Anglii, ale także na czeskich stadionach. Co związane jest ze ścisłą współpracą na linii Kumho-Skoda, która część swoich modeli fabrycznie wyposaża w nasze opony. Poza tym markę Kumho można dostrzec na boiskach koszykówki w Stanach Zjednoczonych jako sponsora NBA.

- Po raz pierwszy z marką opon Kumho spotkałem się na początku lat 90. ub. wieku jak mój tata kupił wchodzący wówczas na polski rynek samochód koreańskiej marki Daewoo Tico. Autko ubrane było w fabryczne, 12-calowe opony marki Kumho. Jednym słowem pańska firma zaczynała być tutaj obecna prawie 30 lat temu. Jednak wówczas żadnej ofensywy nie było?

- Z tego okresu pamiętam i Tico, i Hyundaia Pony, który wszedł na polski rynek trochę później. To był ten okres, kiedy w Polsce i Europie coraz częściej zaczęły pojawiać się samochody koreańskie. Początkowo Kumho pojawiało się na samochodach marek Hyundai, Kia, Sangyong i Deawoo. Pierwszy montaż był sukcesywnie rozwijany i od kilkunastu lat ściśle współpracujemy również z europejskimi producentami aut i to tych z wyższej półki, jak chociażby Mercedes, BMW, Audi. Zaczęliśmy być doceniani przez producentów samochodów na całym świecie. Ostatnio wyposażamy w nasze opony Skody Octavia, czyli auta z grupy VW. To zdecydowanie pozwala nam na dotarcie do coraz szerszej grupy klientów i budowania u nich świadomości marki Kumho. Samochody fabrycznie wyposażone w nasze opony trafiają bez mała na cały świat, gdzie miliony osób może zobaczyć markę Kumho, a ich użytkownicy mogą doświadczać doskonałych parametrów i wysokiego poziomu bezpieczeństwa. Nasze centra badawczo-rozwojowe rozlokowane są po różnych kontynentach, żeby być jak najbliżej i ściśle współpracować z producentami samochodów. Tylko taka współpraca przyczynia się do rozwoju opon mogących usatysfakcjonować ostatecznego użytkownika. . Kumho od połowy lat 70. realizowało strategię ekspansji w Europie. Przede wszystkim kierownictwu firmy zależało na ekspansji na Europę Zachodnią. Zaczęła się ona od rynku brytyjskiego, by następnie kontynuować w Niemczech i we Francji. Tam zaczęły się pojawiać nasze opony. To największe rynki oponiarskie Europy i dlatego nic dziwnego, że tam staraliśmy się zaistnieć. Przez lata udało się tę świadomość marki Kumho zbudować. Po Wielkiej Brytanii, Niemczech i Francji przyszła kolej na mniejsze rynki Włoch, Hiszpanii i Austrii. Kolejnymi etapami były rynki Europy Środkowo-Centralnej, które w latach 90. zaczęły rozwijać gospodarkę wolnorynkową. W Polsce - tak jak już wspomniałem -zaczęliśmy tworzyć swoją historię od 2005 roku od współpracy z firmą Colmec, która była i jest nadal dystrybutorem naszego ogumienia. W kolejnych latach  dołączył  następny partner zajmujący się dystrybucją naszych produktów. Firma Latex, ponieważ miała większe doświadczenie w sprzedaży opon osobowych, przejęła ten właśnie segment. Colmec natomiast zajmuje się oponami ciężarowymi.

- Moim zdaniem to trochę stracona szansa na intensywną promocję, czy był to raczej strach przed nowym europejskim rynkiem, który zaczynał dopiero się budować w tej części Europy. Polacy byli za biedni a Polska gospodarczo za słaba, aby chciał tutaj zaistnieć koreański tygrys?

- Rozwój wynikał dokładnie ze strategii naszej firmy, która powoli wchodziła na poszczególne obszary Europy. To, że nie mamy w Europie własnej fabryki miało także wpływ na przyjmowane rozwiązania. Działamy inaczej jeśli chodzi o harmonogram zamówień i dostaw. Opony płyną do Europy z naszych fabryk położonych w Azji. Musimy to robić z większym wyprzedzeniem, gdyż czas dostarczenia produktów do dystrybutorów jest dłuższy. Nasze możliwości sprzedażowe na nowych rynkach były hamowane zdolnością produkcyjną. To studziło nasze ambicje ekspansji. W ostatnich latach uruchomiliśmy zakład w USA, który przejął produkcję na rynek amerykański i uwolnił moce produkcyjne w naszych azjatyckich fabrykach dla dostaw opon na nasz kontynent. To tłumaczy nasze dotychczasowe funkcjonowanie nad Wisłą.  

- Czy w związku z powyższym kierownictwo firmy Kumho ma w swoich planach budowę fabryki w Europie? W tej chwili większość fabryk produkujących wszelkie towary powstaje w Azji.

- Faktycznie tak jest. Jednak nikt w naszej firmie nie mówi, że w niedalekiej przyszłości nie zapadnie decyzja o budowie nowego zakładu produkcyjnego, w którymś kraju Europy. Wiadomo, że rok 2020 był rokiem pandemii. Pojawił się kryzys w wielu gałęziach gospodarki. Również w branży oponiarskiej. W wielu koncernach zapanowała niepewność i zawahanie, co będzie dalej. Słyszy się o planach zamykania fabryk w Europie i przenoszenia części produkcji między innymi do Azji. Pandemia w żaden sposób nie wpłynęła na produkcję w azjatyckich fabrykach naszej firmy, ponieważ są one bardzo mocno zautomatyzowane. Niebawem rozpocznie się budowa nowego zakładu w Korei. Będzie on zrobotyzowany jeszcze bardziej niż dotychczas funkcjonujące nasze fabryki. Będą to właściwie przenosiny ze starej fabryki w nowe miejsce. Firma cały czas dąży do podniesienia efektywności i produktywności, aby wykorzystywać maksymalnie siły wytwórcze i zapewniać jakość na najwyższym poziomie. Wdrażane będą nowe technologie dzięki zainstalowaniu najnowocześniejszych maszyn i rozwiązań technicznych. Sama organizacja Kumho jest w sumie niewielka, bowiem w skali całego globu zatrudnionych jest w niej zaledwie 10 tys. ludzi. W porównaniu z pierwszą czwórką  potentatów oponiarskich jesteśmy małą firmą. Jednak jeżeli chodzi o produkcję i osiągane wyniki finansowe plasujemy się w czołowej 16. największych firm oponiarskich.

- W zeszłym roku pańska firma obchodziła 60  lat istnienia. Czy kierownictwo wyznaczyło jakieś nowe kierunki rozwoju, jakie segmenty opon będziecie rozwijać intensywniej?

- Nasze kierunki działania zostały wytyczone już kilka lat wcześniej, a zeszły rok był dobrą okazją do ich ponownego zaprezentowania. W przypadku firmy Kumho - to co leży w naszym DNA - produkty mają odpowiadać konsumentom. Opona ma spełniać ich oczekiwania i  potrzeby. Jakość produktów i ochrona środowiska są najważniejszymi priorytetami. Regularnie wprowadzamy nowe produkty. W tym roku odświeżamy gamę opon ciężarowych. Niebawem na rynku pojawią się nasze najnowsze produkty. Spełnią one wszelkie normy związane z ekologią, wydłużonymi przebiegami jak i mniejszym zużyciem paliwa. Bacznie obserwujemy co się dzieje na rynku motoryzacyjnym i już w 2013 roku zaczęliśmy pracę nad oponami do samochodów elektrycznych. Niektórzy sceptycznie się na to zapatrywali, ale jak widać już wówczas nasze kierownictwo przewidywało, jakie trendy będą obowiązywały w kolejnych dekadach XXI wieku. Postawiliśmy na prace nad oponami do pojazdów elektrycznych oraz opon wysokich osiągów. Jeżeli popatrzymy na ten nowy segment pojazdów, to widzimy że jedną kategorię stanowią małe miejskie samochody super ekonomiczne, a na drugim  biegunie pojawiają się auta o dużo wyższych osiągach niż najmocniejsze dotąd produkowane z silnikami spalinowymi. Te nowe auta wymagają opon nie tylko o obniżonych oporach toczenia, które są superwytrzymałe, superwydajne i  mają superparametry. W tym obszarze będziemy rozwijać się bardzo mocno i dostarczać opony o bardzo wysokich osiągach. Poligonem doświadczalnym jest uczestnictwo w motorsporcie, z którego czerpiemy naszą wiedzę i doświadczenia przy konstruowaniu tego typy opon.

- Budowane są już pojazdy elektryczne dostawcze i ciężarowe. Do tego typu samochodów również potrzebne są nowego rodzaju opony. Czy trwają pracę nad ich stworzeniem i produkcją?

- Tak. Pojazdy dostawcze elektryczne, które w tej chwili wyjeżdżają z fabryk są już wyposażone w nowego typu opony. Jest to ogumienie o wydłużonym przebiegu i o obniżonych oporach toczenia. Tesla zaprezentowała prototyp swojego elektrycznego i autonomicznego samochodu ciężarowego. To jest już tylko kwestia czasu kiedy takie samochody będziemy spotykać na drogach.

- Nie macie chyba jeszcze własnej sieci serwisowej w Polsce. Nie wiem jak wygląda to w innych krajach europejskich. Czy wzorem innych potentatów będziecie starali się taką sieć budować?

- Dobrze pan powiedział, że „chyba” nie mamy takiej sieci. Bo zaskoczę pana informacją, iż taka sieć o nazwie Kumho Platinum Club już istnieje i to od dobrych kilku lat. Ta sieć zrzesza serwisy oferujące  opony Kumho. Członkowie tej sieci dostrzegli bardzo dobre parametry naszych opon. W tej chwili w Polsce to około 200 punktów sprzedaży. Zastanawiamy się jak uczynić tę organizację bardziej widoczną na rynku. Musimy wykonać wiele działań na rzecz rozwoju tej sieci detalicznej, by się wyróżnić na tle innych.

- Co pan sądzi o Certyfikacie oponiarskim PZPO, czy to idea godna uwagi i czy serwisy powinny się o tego typu certyfikat starać?

- W mojej opinii to doskonały pomysł. Certyfikat daje możliwość wyróżnienia się na tle innych serwisów. Jest to także element potwierdzający jakość pracy i obsługi w danym punkcie. To także ważna informacja dla konsumenta, kierowcy przyjeżdżającego do takiego serwisu, że warto tutaj wykonać wszelkie naprawy, czy prace związane z kołami. Taki serwis daje pewność, że wykonana przekładka jest na najwyższym poziomie, a kwestia popełnienia jakiekolwiek pomyłki jest znikoma. W czasie operacji przekładki, czy naprawy opony jest duży margines popełnienia błędów, które wpływają na bezpieczeństwo, a w ostateczności mogą doprowadzić do nieszczęśliwego wypadku. Moim zdaniem każdy serwis powinien o taki certyfikat powalczyć. Dlaczego jestem do tej idei przekonany? Ponieważ współuczestniczyłem w tworzeniu procedur i kryteriów.

- Trochę żal, że cała akcja certyfikacji - trochę przez pandemię - tak opornie się rozwija. Właściciele wielu serwisów nie dostrzegli jeszcze korzyści jakie może przynieść zdobycie certyfikatu.

- Widzę to trochę inaczej. Na razie od rozpoczęcia akcji upłynęło niewiele ponad 1,5 roku. Poza tym trudno ludzi od razu przekonać do zmiany mentalności, do poddania się ocenie przez niezależnego audytora. Bardzo dużo serwisów funkcjonuje na rynku przeszło 10 lat, a niewiele z nich miało doświadczenie z audytami, jak wiele mogą pomóc, jak poprawić bezpieczeństwo i organizację pracy.  

Drugi element to koronawirus, który także pokrzyżował plany związane z akcją certyfikacji. Obecnie wiele serwisów walczy o przetrwanie na rynku.

- Jaki będzie rok 2021, czy będziemy powoli wracali do normalności, czy raczej będzie to kontynuacja poprzedniego roku?

- Na pewno będzie trochę łatwiej niż w 2020, bo wiemy jak postępować w takich czasach. Może być łatwiej, ale sytuacja nadal będzie wymagała samomotywacji. W mojej opinii nie wrócimy do takiej sytuacji jaka panowała przed 2020 rokiem. Raczej okres pandemii wpłynie na przeorganizowanie pracy i biznesów. Będą nowe wyzwania i sposoby wychodzenia na prostą. Ograniczyliśmy mocno swoją mobilność i teraz chcemy powoli do niej wracać. Potrzebujemy trochę więcej swobody w zakresie funkcjonowania. Świat został zmuszony do działania na odległość, bez bezpośredniego kontaktu ludzi. Jednak dzięki temu mniej czasu tracę na przejazdy, niekiedy w ciągu dnia jestem w stanie odbyć więcej spotkań niż bywało to w przeszłości. Ten model funkcjonowania biznesu pozostanie, chociaż będziemy bardziej dbali o wolność i wybór rozwiązań w prowadzonym biznesie.

- Czego mógłbym panu życzyć w nowym roku?

- Nie tylko sobie, ale nam wszystkim potrzebne jest zdrowie i pozytywna energia do działania. Poza tym powrót i odmrożenie wielu sektorów gospodarki. Żebyśmy mogli swobodnie funkcjonować, spotykać się, przemieszczać, korzystać z uroków pogody oraz przyrody, a ten obfity śnieg wykorzystać do jeżdżenia na nartach.

- Tego panu oraz wszystkim życzę i dziękuję za rozmowę.

- Ja również dziękuję za ten miło spędzony czas.

drukuj  
Komentarze użytkowników (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy - dodaj swój komentarz
Musisz być zalogowany aby dodać swój komentarz
Ogłoszenia
Brak ogłoszeń do wyświetlenia.
Zamów ogłoszenie

© Copyright 2024 Przegląd Oponiarski

Projektowanie stron Toruń