20 lat z Przeglądem Oponiarskim

Z Adamem Plachą - Artus sp. z o.o. sp.k., Zbigniewem Świstowskim - Świstowski SA., Marianem Krzyżagórskim - MarkGum oraz Sławomirem Górzyńskim, redaktorem naczelnym Przeglądu Oponiarskiego, rozmawiamy o przemianach  jakie zaszły w ciągu 20 lat istnienia naszego magazynu w branży oponiarskiej. Rozmowę moderuje Krzysztof Krusiński

Krzysztof Krusiński (K.K.): - Panowie, pomówmy o początkach gazety. Jak to się stało, że powstała?

Adam Placha (A.P.) : Pomysł  gazety branżowej - oponiarskiej, pojawił się u mnie w 1995 roku, a to za sprawą pobytu na targach w Louisville, w Kentucky. Zaprosił mnie tam Bob Hendry z firmy 31 Inc. Któregoś dnia uczestniczyliśmy w rejsie po rzece Ohio, zorganizowanym przez jednego z oponiarskich potentatów i tak się złożyło, że przy stoliku obok mnie siedział Lloyd Stoyer - ówczesny redaktor naczelny magazynu oponiarskiego Modern Tire Dealer. Jako że rejs trwał około czterech godzin, mieliśmy dużo czasu na rozmowy o branży oponiarskiej. Wtedy właśnie doszedłem do wniosku, że wydawanie takiego czasopisma musi być bardzo ciekawym zajęciem. Niedługo potem w siedzibie 31Inc. w Ohio z zainteresowaniem przejrzałem kilka egzemplarzy MTD, pełnych ciekawych artykułów oraz reklam, m.in. materiałów naprawczych X-tra Seal firmy 31Inc. Pomyślałem, że podobnego czasopisma nie ma w Polsce, a szkoda, bo bardzo by się przydało. Pomysł zakiełkował i po powrocie ze Stanów czekał na sprzyjające okoliczności. Kiedyś rozmawialiśmy o nim przy okazji jakiegoś spotkania rodzinnego i wtedy Dorota, żona Zbyszka (Świstowskiego) wspomniała, że zna dziennikarza, który może zainteresować się tematem założenia takiego magazynu. I tak, Sławku, pewnego dnia spotkaliśmy się na targach w Poznaniu.

Na zdjęciu od lewej: Zbigniew Świstowski, Marian Krzyżagórski, Adam Placha oraz Sławomir Górzyński

Sławomir Górzyński (S.G.): - Tak pracowałem wtedy dla gazety Pomorskiej i przygotowywałem materiał na temat firm z województw bydgoskiego, toruńskiego i włocławskiego, które wystawiały się w Poznaniu. Od pomysłu do realizacji minęło jednak kilka lat, było wiele obaw czy taki magazyn się przyjmie, ale jak się okazuje było warto, bo na rynku jesteśmy nieprzerwanie od 20 lat.

K.K.: - Wiemy już jak powstał magazyn, ale nie wiemy jeszcze dlaczego u Panów wybór padł na założenie firmy związanej z branżą oponiarską.

Zbigniew Świstowski (Z.Ś): - Oponiarstwo to nie był mój pierwszy wybór. Imałem się wielu prac, a zaczynałem od myjni samochodowej. Jednak w latach 80 zauważyłem, że w Toruniu nie było serwisów ogumienia z prawdziwego zdarzenia. W 1985 roku w tak dużym mieście jak Toruń działało może dwóch wulkanizatorów. Stwierdziłem, że jest to szansa dla mnie i przy ulicy Rydygiera otworzyliśmy wtedy warsztat, który w miarę dobrze prosperował. Któregoś roku trafiliśmy na targi do Essen. Proszę sobie wyobrazić, że nie było na nich ani jednego przedstawiciela z Polski, który zajmowałby się produktami związanymi z oponami. Zebraliśmy tam kontakty, kolejne dołożyliśmy z targów w Bolonii i tak zaczęliśmy importować, na początku tylko ciężarki, a z czasem szereg innych rzeczy, materiałów naprawczych i maszyn. Firma zaczęła się rozwijać.

A. P.: - Ciekawą historią jest nasza współpraca z firmą 31 Inc. z USA. Mój kolega ze studiów w SGPiS (obecna SGH) pracował w jednej z pierwszych prywatnych firm zajmujących się handlem zagranicznym, bo nie wszyscy pamiętają, ale kiedyś żeby cokolwiek importować czy eksportować trzeba było korzystać z pośrednictwa państwowej centrali handlu zagranicznego. Jeden z byłych dyrektorów jednej z takich central założył prywatną firmę importowo - eksportową jak tylko takie możliwości się pojawiły. Sprowadzała ona głównie buty sportowe z Austrii, ale przy okazji i opony Semperit, na które był duży popyt. Po jakimś czasie zakupiła też partię materiałów naprawczych z USA, właśnie od firmy 31 Inc., jako taki dodatek do handlu oponami. O dziwo nie potrafili tego sprzedać, towar zalegał. Mój kolega, który o tym usłyszał i wiedział, że moja rodzina ma coś wspólnego z branżą wulkanizacyjną, dał mi znać. Tak więc odkupiliśmy ten towar, ale razem ze wszystkimi namiarami na dostawcę i kopiami faktur zakupu, bo nie chodziło nam o jednorazowy interes, tylko dłuższą współpracę. W ten sposób nawiązaliśmy kontakt z amerykańską firmą 31 Inc., z którą współpracujemy do dzisiaj.

Marian Krzyżagórski (M.K.): - Moja historia jeżeli chodzi o oponiarstwo zaczęła się w 1964 roku. Rozpoczynałem swoją pracę w Poznaniu u Pana Grzybka, który zajmował się bieżnikowaniem opon i produkcją materiałów gumowych. Tam się wszystkiego nauczyłem. Później w 73 otworzyłem swój zakład w Stęszewie. I od samego początku zależało mi na tym, aby cały ten proces bieżnikowania usprawniać i polepszać, ponieważ bieżnikowanie w tamtych czasach miało wiele mankamentów. Przede wszystkim brakowało niektórych elementów takich jak grzejki czy membrany do opon. Na szczęście dzięki kontaktom udało mi się wiele z nich pozyskać. Ułatwiło to nam pracę. A ulepszenia, których dokonałem, pozwalały na robienie dobrych opon.

K.K.: - Czy na przestrzeni lat mieliście momenty zwątpienia, tak żeby to wszystko rzucić? Jeżeli tak to, co było tego przyczyną?

Z.Ś.: - To nie jest takie proste, ot tak wszystko rzucić. Wiadomo, bywały trudniejsze chwile. Przykładem może być wprowadzenie zakazu stosowania ołowianych ciężarków do wyważania. Musieliśmy wtedy zlikwidować produkcję. Na szczęście trafił się klient, który kupił całą linię. Najgorsze są jednak zatory płatnicze i problemy z odzyskiwaniem należnych pieniędzy. Nasze firmy to nie jest sklep spożywczy, gdzie sprzedasz wszystko co na półkach i zamykasz. Tutaj mamy dużą odpowiedzialność zarówno za nas, jak i za wielu pracowników.

M.K.: - Oczywiście, że trudniejsze chwile zawsze się pojawiają w każdej firmie. Muszę się zgodzić, że najtrudniejsze, spędzające sen z powiek są wspomniane przez Zbyszka braki płatności za towar czy wykonaną usługę. Rocznie nierzadko nie udaje się odzyskać kilkudziesięciu tysięcy złotych. Zawsze jednak staram się mieć jakąś boczną furtkę, jakiś pomysł, pokrewnie związany z oponami, aby wyjść z impasu.

A.P.: - Niespodziewane zmiany przepisów, nakładanie coraz to nowych obowiązków, których przeoczenie wiąże się z często z wysokimi karami, to jest coś, z czym musimy się mierzyć nieustannie. Na przestrzeni lat wprowadzonych zostało wiele mniej lub bardziej uciążliwych, czasami nieprzemyślanych przepisów, np. kaucje na opakowania od substancji niebezpiecznych. Niektóre firmy, które potraktowały to poważnie, poniosły duże wydatki. Po jakimś czasie rakiem się z tego wycofano, a pieniędzy nikt nie zwrócił.

K.K.: - Kiedy było łatwiej działać, przed laty czy dziś?

Z.Ś.: - Powiedzmy sobie szczerze, kiedyś to wszystko dopiero startowało, rynek był bardzo chłonny, co się miało to się sprzedało. Rynek niegdyś był wewnętrzny, zamknięty. Dziś wiele sprzętu, materiałów pochodzi z importu.

A.P.: - Po drugie nie było takiej konkurencji jak obecnie. Firmy z naszej branży można było policzyć na palcach jednej ręki. Może trudniej było założyć firmę, bo było więcej formalności, z papierami trzeba było biegać po kilku urzędach, a dziś zrobimy to przez internet. Za to liczba przepisów była zdecydowanie mniejsza. Dziś mamy RODO, REACH, wymogi ochrony środowiska, raporty, statystyki, sprawozdania, zgłoszenia przewozu PUESC, do tego JPK, split payment i wiele innych, o których jako przedsiębiorcy musimy pamiętać. Jestem zdania, że wielu z tych, którzy kiedyś zakładali firmy, gdyby dziś stanęło przed podobną decyzją, po przeanalizowaniu tego wszystkiego wolałoby iść na etat.

M.K.: - Dodam tylko, że kiedyś ta praca szła szybciej. Gdy zaczynaliśmy pracowało u mnie około 20 ludzi. Bieżnikowaliśmy dużo opon i na przestrzeni czasu widzę, że im więcej się pracuje tym wydajność niestety  maleje. Nie wiem skąd to się bierze.

K.K.: - Jaką rolę odgrywa dzisiaj internet w waszej działalności?

Z.Ś.: - Z pewnością jest to narzędzie pomocne pod względem szybkości. Dziś każdy kto chce, jest w stanie w kilka minut zlokalizować firmę i sprawdzić co ma ona do zaoferowania. Minusem jest to, że klient zainteresowany danym towarem zanim go kupi, wcześniej sprawdzi ceny u konkurencji, i pójdzie tam gdzie taniej. Tak czy inaczej internet stał się jednym z głównych kanałów sprzedaży.

A.P.: - Mogę powiedzieć, że internet diametralnie zmienił funkcjonowanie biznesu. Z jednej strony zwiększył konkurencję przez łatwiejszy dostęp do informacji i możliwość porównania wielu ofert. Z drugiej strony ułatwił komunikację, płatności, przesył dokumentów, w tym urzędowych, oraz dostęp do źródeł zaopatrzenia. Zmienił się również na przestrzeni tych lat sposób dystrybucji. Kiedyś była to sprzedaż w sklepie stacjonarnym albo bezpośrednia, jeździło się z towarem od serwisu do serwisu. Dziś klient składa zamówienie przez internet i na drugi, trzeci dzień przyjeżdża kurier z towarem.

K.K.: - A czy Przegląd spełnia wasze oczekiwania, jest źródłem potrzebnej wam wiedzy?

A.P.: - Ta gazeta nie jest właściwie przeznaczona dla nas, producentów, importerów czy dystrybutorów materiałów i urządzeń wulkanizacyjnych. Kierowana jest głównie do pracowników i właścicieli serwisów, ale dla nas jest z pewnością świetnym nośnikiem reklamy. Mnie osobiście najbardziej interesują zawsze materiały reporterskie, te blisko ludzi, relacje z imprez czy wizyt w firmach, zwłaszcza tych z tradycjami, które mają jakąś ciekawą historię.

M.K.: - Ja zawsze szukam jakiś nowości, nowinek technologicznych, tego powinno być jeszcze więcej.

K.K.: - Panie Zbigniewie, rozpoczynaliście od usług, handlu, dziś prowadzicie również szkolenia. Na ile jest to ważna cześć Waszej działalności, czym zostało podyktowane ich wprowadzenie, co dają Waszej firmie?

Z. Ś.: - To prawda, około 10 lat temu wychodząc naprzeciw oczekiwaniom naszych klientów założyliśmy własne centrum szkoleń, gdzie w sposób przystępny, z dużym naciskiem na zajęcia warsztatowe, przekazujemy wiedzę i umiejętności zawodowe. Największą popularnością cieszą się szkolenia w zakresie naprawy ogumienia i obsługi koła. Przeszkoliliśmy już ponad tysiąc osób. Kilka lat temu wprowadziliśmy szkolenia dotyczące tematyki TPMS. Prowadzimy również szkolenia w zakresie certyfikacji personelu w odniesieniu do samochodowych urządzeń klimatyzacyjnych zawierających fluorowane gazy cieplarniane oraz substancje kontrolowane. Szkolenia cieszą się ogromną popularnością. Kursanci doceniają i chwalą profesjonalizm naszych trenerów, co owocuje późniejszą współpracą. Nie ulega wątpliwości, że dzięki działalności szkoleniowej pozyskaliśmy sporo nowych klientów i umocniliśmy więzi z tymi już z nami współpracującymi.

K.K.: - Panie Adamie - jak zmieniały się wyzwania i potrzeby klientów na przestrzeni minionych 20 lat w zakresie materiałów wulkanizacyjnych?

A.P: - W zakresie materiałów - w ścisłym tego słowa znaczeniu - obserwujemy coraz mniejsze zapotrzebowanie na łatki do dętek i wkłady diagonalne. Patrząc szerzej coraz mniejszy udział w sprzedaży mają materiały typowo naprawcze, takie jak łatki, wkłady, kleje czy guma surowa, a coraz większą część stanowią materiały eksploatacyjne, pomocnicze i wszelkiego rodzaju akcesoria. Rośnie też popyt na zestawy do samodzielnych szybkich napraw samochodów na drodze, tak by bez koła zapasowego mogły dojechać do serwisu. Ogólnie dają się zauważyć zarówno tendencje pozytywne jak i negatywne.

- Do pierwszych zaliczyłbym coraz większą świadomość ekologiczną, np. w zakresie past do montażu opon - zwiększa się sprzedaż past niezawierających olejów i smarów szkodzących oponom. Bardzo nas to cieszy, bowiem od początku naszej działalności promowaliśmy tego typu produkty. Warto też zwrócić uwagę na zmniejszającą się rolę ołowianych ciężarków do wyważania kół, choć w tym przypadku oprócz regulacji prawnych niebagatelną rolę odgrywają niskie ceny stalowych ciężarków klejonych, które wypierają z rynku ciężarki nabijane. Negatywną tendencją jest z kolei postępujące obniżanie jakości oferowanych na rynku zaworów gumowo-metalowych, tzw. przeciąganych, na przykład TR414. Zaczęto od odchudzania mosiężnego rdzenia zaworu, potem mosiądz zastąpiono aluminium, a ostatnio spotyka się zawory z rdzeniem z kruchego cynku (!!!). Że nie wspomnę już o zastępowaniu gumy z EPDM lub w ostateczności butylowej zwykłą gumą, czasami nawet z dużym udziałem mieszanki z recyklingu. Wszystko ze względu na szalony wyścig cenowy, przy czym zapomina się jak ważną rolę zawory odgrywają w bezpieczeństwie jazdy.

K.K.: - Panie Marianie, działka bieżnikowania jest jak sinusoida, raz lepiej raz gorzej, na ile bieżnikowanie jest obecnie stabilnym biznesem?

M.K.: - Jak zaczynaliśmy naszą działalność związaną bieżnikowaniem, było naprawdę dobrze, mieliśmy nowe maszyny, pracownicy świetnie spełniali swoje zadania. Na opony bieżnikowane był potężny popyt. Z biegiem lat, z otwarciem granic, głównie na Chiny, sytuacja się zmieniła. Sektor bieżnikowania zmaga się dziś z niskimi cenami, przykładowo popularna opona w rozmiarze 205/55 R16 w hurcie kosztuje 70 zł. Opona dostawcza 120 zł. To są naprawdę niskie kwoty. Ceny opon idą stale w dół a koszt produkcji wcale nie jest najniższy.

K.K.: - Na koniec pytanie do Pana Sławka.  Co jest głównym czynnikiem sukcesu PO?

S. G.: - Przede wszystkim wsłuchiwanie się w oczekiwania naszych Czytelników co do zawartości treści czasopisma. Dzięki nim możemy pisać i poruszać coraz bardziej interesujące tematy, które są nośne i powinny przynieść korzyści serwisom. Przez minione lata nasze pismo przechodziło kilka ewolucyjnych zmian, od okładki lakierowanej, szytej, do grzbietu klejonego i okładki oklejonej folią mat. To także zrobiliśmy uwzględniając postulaty naszych Czytelników, którzy narzekali, że błyszcząca okładka i strony wewnątrz niekiedy przeszkadzają w czytaniu. Siłą magazynu jest również wielość autorów, zarówno dziennikarzy jak i ekspertów. Mamy zespół interesujących ludzi posiadających bardzo dużą wiedzę na temat opon, ale również szeroko pojętej motoryzacji.

K.K.: - Dziękuję za interesującą rozmowę..

drukuj  
Komentarze użytkowników (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy - dodaj swój komentarz
Musisz być zalogowany aby dodać swój komentarz
Ogłoszenia
Brak ogłoszeń do wyświetlenia.
Zamów ogłoszenie

© Copyright 2024 Przegląd Oponiarski

Projektowanie stron Toruń