Serwis Opon Bzodek w Pępowie koło Gostynia: Trzeba chcieć

Trzeba chcieć

Można prowadzić warsztat zajmujący się jedynie ogumieniem i felgami, nie będąc w dużym mieście, ba, w jakimkolwiek mieście. Wielkopolskie Pępowo w powiecie gostyńskim praw miejskich nie posiada, jest siedzibą wiejskiej gminy. Skupienie się na jednej dziedzinie to najważniejszy wniosek z dziennikarskiej wizyty w Serwisie Opon Bzodek w Pępowie, przy ul. Powstańców Wielkopolskich 8. Wcale nie trzeba proponować wysokich, być może odstraszających, cen. Standardowa przekładka zaczyna się tutaj od 60 zł, w przypadku alu od 80 zł, przechowalnia od 40 zł za komplet opon, naprawa uszkodzenia opony w granicach 30 zł, z demontażem i montażem. I nawet można obejść się bez obsługi flot. Owszem, były takie propozycje, ale wiąże się z tym dużo formalności i trzeba by powiększyć magazyn opon. Wysoką jakość usług gwarantuje doświadczona załoga i maszyny, takie jak montażownica Ravaglioli potrafiąca sama ściągać oponę czy wyważarka Hunter z testem drogowym.

Serwis robi znakomite wrażenie czystością, porządkiem, rozplanowaniem przestrzeni (nie ma ciasnoty na hali z sześcioma stanowiskami). Odwiedziłem przez kilkanaście lat mnóstwo oponiarskich warsztatów w całej Polsce, w przygniatającej większości schludnych - nie mogę złego słowa napisać - ale to, co zobaczyłem w Pępowie zasługuje na szczególne uznanie. Nasza branża siłą rzeczy należy do brudnych, lecz ubikacje czy otoczenie maszyn nie musi być również brudne. I było widać, że nie chodzi o efekt pucowania wszystkiego na przyjazd redaktora z „Przeglądu”, tylko że jest to codzienność w warsztacie w Pępowie. Projekt serwisu czy biura obsługi klienta, znajdującego się w miejscu istniejącego kiedyś sklepu spożywczego, był własny. Niektórzy nie mogą uwierzyć, iż nie został zaangażowany zawodowy architekt, że zrobili to swoimi siłami. Tak samo zresztą jak część rozbiórki wspomnianego sklepu.

Rodziną silni

Serwis Opon Bzodek jest firmą rodzinną. Zaczynał ponad 20 lat temu, w 1998 roku, Grzegorz Bzodek, z zawodu specjalista od maszyn skrawających. Warsztat mieścił się przy ul. Powstańców Wielkopolskich, podczas ponad dwóch dekad nie było zmian adresu, ale oczywiście wyglądał zupełnie inaczej niż teraz, przede wszystkim był nieporównanie mniejszy. Na początku zajmował pomieszczenia po lewej stronie podwórka, gdzie obecnie przebiega renowacja aluminiowych obręczy. Pan Grzegorz wpierw pracował sam, a jak w ogóle doszło do zajęcia się oponami, opowiada:

- Prowadziłem wypożyczalnię przyczep, również transport międzynarodowy, przywoziłem samochody z zagranicy. Gdy liczba przyczep się powiększała, coraz częściej pojawiało się pytanie, gdzie obsługiwać i naprawiać opony? Nie robił tego nikt w Pępowie. W końcu postanowiłem sam zająć się ogumieniem. Kupiłem wyważarkę, montażownicę i tak się zaczęło. Na początku było ciężko, duże koła trzeba było ręcznie rozbierać. Nie rezygnowałem, a klientów systematycznie przybywało.

Pomagała małżonka, Jolanta Bzodek, ale przez pewien czas prowadziła też własny biznes, przykładowo sklep odzieżowy, solarium, zresztą dosłownie obok serwisu ogumienia. Ten fragment ul. Powstańców Wielkopolskich, naprzeciwko kościoła, był przez lata takim centrum handlowo-usługowym Pępowa, obecnie więcej tego rodzaju punktów znajduje się w nieco innym miejscu.

Małżonkowie zgodnie przyznają, że nowy rozdział zaczął się dzięki synowi Kamilowi. To Kamil ciągnie do przodu i mobilizuje. Zamiast kołyski miał opony, jak żartują rodzice. Wychował się w warsztacie, w tym stwierdzeniu nie ma przesady. Jeszcze przed skończeniem szkoły zawodowej udzielał się w rodzinnej firmie, zdradzał smykałkę do interesów. Ba, pani Jolanta z uśmiechem wspomina, jak po pierwszej komunii sprzedał rower i zainwestował w opony, na których zarobił.

Czwartą osobą z rodziny, zaangażowaną w serwisie, jest Katarzyna, żona Kamila. Ich córka, Jadwiga, oczko w głowie dziadka, ma niespełna półtora roku, a już rozpoznaje i pokazuje koła. Rośnie trzecie pokolenie. W tym samym budynku, w którym obecnie mieści się biuro obsługi klienta, siostra Kamila, Weronika prowadzi agencję firmy ubezpieczeniowej.

Wokół obręczy

- Nie będę siedział i czekał, aż klient do nas przyjedzie - uważa K. Bzodek. - Trzeba coś zaproponować, pomyśleć, co może przynieść dochód. A skoro zatrudniamy ludzi, jesteśmy za nich odpowiedzialni, musimy zapewnić im pracę i wypłatę.

Tym czymś, co w praktyce likwiduje sezonowość i co czasami wręcz nie pozwala na dłuższy urlop, są alufelgi. K. Bzodek, bo on się tym przeważnie zajmuje, sprzedaje zarówno obręcze, jak i kompletne koła. Sprzedaje w całym kraju, korzystając z internetu. Dlatego na pytanie, skąd są klienci, pada odpowiedź, że z całej Polski. Co najważniejsze, klienci wracają, nawet jak są przykładowo z Pomorza. Dużych ośrodków wokół Pępowa nie ma, ale równe odległości około 100 km dzielą wieś od Poznania, Wrocławia, Kalisza.

Źródłem tego towaru są również zagraniczni partnerzy, których zaufanie Bzodkowie zdobyli. Dlatego Bzodkowie są w stanie zaoferować koła do najnowszych modeli prestiżowych marek samochodów po cenie znacznie niższej niż w salonach. Mało tego, proponują koła o większych średnicach niż producenci samochodów. Wiadomo, że musi zgadzać się wysokość koła, to absolutnie konieczne. Poza tym trzeba tak wszystko dobrać, aby przednie koła swobodnie skręcały, żeby mieściły się zaciski hamulcowe i żeby nie zmniejszyć trwałości zawieszenia.

Bardzo ważnym punktem jest regeneracja aluminiowych obręczy. Zawansowana, kompleksowa, przeprowadzana w całości w Pępowie. Jedną z czynności jest toczenie frontów felg metodą CNC, przydatne np. gdy lakier się odsypuje, co od razu pogarsza estetykę. Najnowsza inwestycja to linia automatycznego lakierowania obręczy. Gdy byłem w Pępowie na początku jesieni, pomieszczenie gdzie zostanie ustawiona linia, było już przygotowane.

W sezonie dłużej

- Każdy klient musi być obsłużony tak samo, niezależnie od tego jakim autem przyjedzie - deklaruje G. Bzodek. - Musi poczuć się dowartościowany. Sprawdzanie ciśnienia i ewentualne dopompowanie robimy za darmo.

À propos pompowania, azotu nie mają. Po pierwsze, nie ma na ten gaz nacisku ze strony klientów. Po drugie, G. Bzodek słusznie podnosi argument, że urządzenia spotykane w warsztatach nie są wytwórniami azotu.

Serwis jest otwarty w godzinach 8-17, w soboty 8-13, w sezonie bywa dłużej, ale zawsze państwo Bzodkowie zwracają uwagę na to, żeby nie przemęczać czterech pracowników. Ludziom opłaca się, poza stałym składnikiem ich zarobki zależą od wykonanej pracy. W sezonie na samochód może wystarczyć 15 minut. Tylko tyle? Tak, najważniejsza organizacja pracy, np. przy aucie uwijają się dwie osoby, albo jedna wykonuje tę samą czynność przy kilku pojazdach. Klienci stoją w kolejce, ale jedno stanowisko jest przeznaczone dla umawiających się przez internet.

Oprócz osobowych i dostawczych często trafiają koła rolnicze. Gospodarze sami przywożą koła lub opony, więc auto serwisowe nie wydaje się konieczne. O ile opony osobowe są na miejscu, w przypadku rolniczych nowe gumy z reguły się zamawia. Są dostarczane szybko, po południu, albo nazajutrz. Niektóre są drogie, jest bardzo dużo rozmiarów, więc nie ma sensu zamrażania w nich poważnych środków finansowych. Ciężarowe auta też przyjeżdżają, ale z racji ograniczonej przestrzeni do manewrowania, państwo Bzodkowie nie nastawiają się specjalnie na ten segment

Tekst i zdjęcia: Jacek Dobkowski

drukuj  
Komentarze użytkowników (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy - dodaj swój komentarz
Musisz być zalogowany aby dodać swój komentarz
Ogłoszenia
Brak ogłoszeń do wyświetlenia.
Zamów ogłoszenie

FOTONEWS - GALERIE

© Copyright 2021 Przegląd Oponiarski

Projektowanie stron Toruń