Firma ProfiAuto Serwis Gremetech w Pieszycach: Opony na przynętę

Kilka spraw jest charakterystycznych dla firmy Profi Auto Serwis Gremetech, przy ul. Dolnej 2 w Pieszycach, siedmiotysięcznym miasteczku w województwie dolnośląskim, w powiecie dzierżoniowskim. Po pierwsze, działa ona praktycznie bez magazynu nowego ogumienia czy olejów silnikowych, towar jest na bieżąco przywożony, przede wszystkim z pobliskiej hurtowni Auto-Expert w Dzierżoniowie. Kierowcy nie obrażają się, przecież ogumienia nie kupują codziennie. Na oponach firma nie zarabia, zysk bierze się z usługi. Po drugie, wielu klientów trafia z Dzierżoniowa. Wynika to m.in. z położenia warsztatu na obrzeżach Pieszyc, blisko Dzierżoniowa, liczącego prawie pięć razy więcej mieszkańców, ponad 30 tysięcy.

Po trzecie, opony i wulkanizacja mają za zadanie przyciągnąć klientów, żeby skorzystali z innych usług, głównie mechanicznych. Opony były pierwsze, lecz w chwili obecnej ich rola jest inna. Po czwarte, każdy samochód przechodzi bezpłatny przegląd 10 podstawowych punktów, w tym ciśnienia i zużycia ogumienia. Użytkownik jest informowany o zauważonych usterkach, nie musi od razu zlecać ich usunięcia.

Po piąte, dla szefa, Grzegorza Łęgosza najbardziej liczy się to, co w środku - kwalifikacje ludzi i sprzęt umożliwiający precyzyjną pracę, nie tylko przy ogumieniu. Niech za przykład posłuży wyważarka Nussbaum BM 25, rekomendowana przez Mercedesa. Elewacja może poczekać, choć G. Łęgosz wie, że trzeba będzie ją zrobić. W Pieszycach, jak się przekonałem, sporo budynków i tak prezentuje się mniej korzystnie.

Po szóste, firma proponuje „door to door”, a więc przyprowadzanie samochodu od klienta i odstawianie na wskazane miejsce. Wreszcie po siódme, w pomieszczeniu na pięterku, będącym biurem i poczekalnią znajduje się stół bilardowy. Można pograć, czekając np. na przekładkę.

10 lat minęło

Grzegorz Łęgosz prowadzi Gremetech razem ze swoją życiową partnerką Eweliną, z którą jest od 15 lat. Mają 2,5-letnią córkę Polę. Pani Ewelina nie zawsze ma czas na zaangażowanie w bieżącą działalność, pracuje w jednym z urzędów. Rozpoczynał biznes przed dekadą, w 2009 r., po drugiej stronie podwórka, w kupionej wcześniej stodole, którą rzecz jasna należało zaadaptować do nowej funkcji. Na początku wjazd do serwisu był inaczej zlokalizowany. Mieszkanie tuż przy pracy ma zalety, ale też ujemne strony.

- Blisko, aż za blisko - uśmiecha się G. Łęgosz. - Klienci wiedzą, że mieszkam na miejscu i czasem dzwonią po godzinach albo w niedzielę. Gdy grzecznie przepraszam i zapraszam w roboczy dzień, czasem słyszę „a przy domu pan ma warsztat”.

Warsztat jest otwarty w godz. 9-17,w soboty 9-14. Pan Grzegorz przestrzega tych godzin, osiem na dobę przez pięć dni w tygodniu z pięciogodzinną sobotnią nawiązką wystarczy. Dłuższa praca, zwłaszcza w sezonie przekładek, sprawia że ludzie stają się nieefektywni. A na drugi dzień byłaby „dętka”, totalne zmęczenie. Obowiązuje kolejka, zdaniem G. Łęgosza to jednak lepsza forma niż umawianie się, nie istnieje ryzyko, że ktoś nie zjawi się o czasie. Robota idzie non stop i to jeszcze jak. Do jednego auta podchodzą dwie osoby, 15-20 minut i następny.

Grzegorz Łęgosz skończył we Wrocławiu administrację i prawo Unii Europejskiej. Jak szczerze przyznaje, studia na tym kierunku były również spełnieniem ambicji dziadka. Nie narzeka, posiada wyższe wykształcenie, ale od początku jego hobby była motoryzacja. Od dziecka uwielbiał samochody, uwielbiał grzebanie w nich razem z ojcem Waldemarem. W internecie zauważył ogłoszenie, ktoś z Jeleniej Góry, czyli w tym samym województwie, sprzedawał używane maszyny, montażownicę i wyważarkę.

- Zajrzałem do portfela, starczy - żartuje. - Potem kupiłem podnośnik. Tak się zaczęło. Pyta pan o nazwę „Gremetech”. Wzięła się od mego imienia, „mechaniki” i „techniki”. Myślę, że jest dźwięczna i zapada w pamięć. Sprzedajemy nowe, osobowe opony różnych marek. Opon chińskich nie polecam, staram się nimi nie handlować, ale jak klient się uprze, to mogę je sprowadzić i zamontować, tak jak opony bieżnikowane. Przekonałem się na sobie. Bieżnik odkleił się przy 130 km na godzinę. Nie chodziło o jakąś bardzo szybką jazdę, temperatura też nie była ekstremalna, 7-10 stopni.

Dobrze handluje się takimi markami jak Barum czy Paxaro. Uniroyale są cenione za prowadzenie na mokrych nawierzchniach, rzeczywiście widniejący na nich symbol parasola nie jest przesadą. Na produkty premium, Continetal czy Michelin, też są chętni. Sporo zależy od właściwego podejścia, od wyczucia potrzeb klienta, od przekonania rzeczowymi argumentami. A pan Grzegorz takie podejście ma. Poza nim pracują trzy osoby. Są dwa podnośniki i stanowisko płaskie, do środka wjedzie więcej aut, a oprócz tego jedno można obsługiwać na zewnątrz. W planach trzeci podnośnik i urządzenie do geometrii, ale nie pierwsze z brzegu, bardziej zaawansowane.

Ceny netto

Cennik Gremetechu zawiera kwoty netto. Klienci przyzwyczaili się, dla tych prowadzących firmy to żadna niedogodność. Standardowe przekładki zaczynają się od 50 zł i od 60 zł dla obręczy z lekkich stopów. Przy „15” i „16” płaci się 60 zł i 70 zł, przy 17-20 calach 70 zł i 80 zł. Kwoty rosną o połowę w przypadku niskich profili oraz wzmocnionych modeli z literą C. Jest też obniżka - o 20 zł, gdy kierowca zleci tylko wymianę czterech kół. Zawsze koła są dokręcane kluczem dynamometrycznym. G. Łęgosz jest zwolennikiem rozdzielania cen, klient widzi, ile kosztuje towar, a ile usługa. Poza tym ludzka psychika, darmowe rzeczy czy usługi szanuje się mniej.

Wymiana zaworu kosztuje 15 zł. Przechowalnia 50 zł, niezależnie od tego, czy koła, czy opony. Przechowalnia znajduje się pod biurem, ciemna i chłodna, warunki takie, jakie powinny być. Oczywiście, trzeba tam zaglądać, co miesiąc obrócić opony. Naprawy od 10 zł za sznur i od 20-25 zł za łatkę albo kołek. Pompowanie azotem za 5 zł brutto, czyli za tyle co w wielu innych serwisach w kraju, cieszy się dużym wzięciem. Na pewno nie jest to martwa pozycja w cenniku.

- Guma mniej parcieje od środka - przekonuje G. Łęgosz. - Druga zaleta, azot utrzymuje stałe ciśnienie, bez względu na temperaturę na zewnątrz. Ma to znaczenie przede wszystkim w długich trasach. Dlatego azot biorą właściciele busów jeżdżących po Europie.

Poza gumami

Warto wspomnieć o akcji na rzecz Tosi, chorego niemowlaka. Na leczenie dziewczynki w USA został przekazany dochód z jednego dnia wymiany ogumienia, pracownicy także zrzekli się swojego zarobku. Cegiełka może nieduża, ale na pewno się przydała.

Druga połowa wiosny i początek lata to sezon na klimatyzacje. Serwis i ozonowanie kosztuje 150 zł brutto plus 30 zł za każde 100 g czynnika R-134a. Gremetech stał się przede wszystkim warsztatem mechanicznym, naprawia także elektrykę i elektronikę. Ma Forda Transita, lawetę pomocy drogowej. Adaptował samochody dostawcze na izotermy do transportu leków. Dysponuje własną tokarką, frezarką, giętarką, więc zawsze coś można dorobić. Jeszcze bardziej maszyny przydają się przy renowacji zabytkowych pojazdów. Obecnie Łęgoszowie, ojciec i syn, restaurują Wanderera W24, rocznik 1938 (opony 6.00-16). Wspólna pasja, ale nie dążą do stworzenia statycznej kolekcji. Zrobią, nacieszą się, sprzedają, rozglądają się za kolejnym egzemplarzem.

Ewelina i Grzegorz wiele razy jeździli do Chorwacji, do miasta Makarska w Dalmacji. Odkryli ten zakątek przypadkowo, na zasadzie, że zatrzymujemy się tam, gdzie nam się spodoba.

Tekst i zdjęcia: Jacek Dobkowski

drukuj  
Komentarze użytkowników (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy - dodaj swój komentarz
Musisz być zalogowany aby dodać swój komentarz
Ogłoszenia
Brak ogłoszeń do wyświetlenia.
Zamów ogłoszenie

FOTONEWS - GALERIE

© Copyright 2021 Przegląd Oponiarski

Projektowanie stron Toruń