Po nową tożsamość

Idealny mariaż Camso z Michelin

Z Krzysztofem Polesiakiem, dyrektorem zarządzającym Camso Polska S.A., rozmawia Sławomir Górzyński

- Na jakim etapie znajduje się integracja Camso z Michelin? Od podpisania umowy minęło już kilka miesięcy.

- Dokładnie minęło pół roku od oficjalnego potwierdzenia zawartej umowy przez odpowiednie urzędy antymonopolowe. Skrystalizował się trzon struktury zarządzającej działem OHT Michelin stacjonujący w siedzibie Camso w Kanadzie, a składający się z najlepszych specjalistów z obu firm. Ustalony został harmonogram działań związanych z połączeniem obu firm, nad którym nadzór realizuje dedykowana do tego grupa osób. Wszystkie działania mają na celu, aby cały ten proces przeszedł w sposób płynny, najlepszy dla naszych klientów. Mamy świadomość, że część klientów jest wspólna, dlatego w sposób szczególny musimy o nich zadbać, aby mogli kompleksowo i sprawnie realizować dotychczasowe działania. Musi to zatem być poprowadzone w pełni profesjonalnie. Na razie według mojej oceny i posiadanej wiedzy wszystko przebiega zgodnie z planem. Odbywają się spotkania na różnych szczeblach kadry zarządzającej na świecie i w Europie. Trwa wymiana doświadczeń pomiędzy zespołami, wszystko po to, aby w najlepszy sposób realizować obsługę rynku i naszych klientów. W niedługim czasie zapewne zostaną zaprezentowane wyniki z tych spotkań oraz podjęte strategie działania na poszczególne regiony, a nawet kraje.

- Jak zostało przyjęte w środowisku oponiarskim na świecie włączenie Camso do Michelin? Odebrano je, jako zagrożenie czy raczej nie ma takich obaw?

- Trudno mi o tym mówić, gdyż nie śledzę plotek, bo jedynie możemy  mówić o tego typu informacjach. Jedni z pewnością się cieszą, szukając w tym szansy dla siebie, ale myślę, że nie mają świadomości siły nowo powstającej organizacji, z kolei inni w ogóle nie zabierają głosu, a jeszcze inni mają się czego obawiać. Natomiast z poziomu naszych klientów, jak to w życiu, na początku część z nich miała obawy. Jednak ci, którzy współpracowali zarówno z jedną, jak i z drugą firmą zostali dość szybko doinformowani i uspokojeni. Przynajmniej na razie nie zmieni się aż tak wiele, aby nagle miały się zmienić dotychczasowe standardy obsługi. Tak naprawdę staramy się obsługiwać klientów na możliwie jak najwyższym poziomie. Kontynuujemy proces bezawaryjnej obsługi rynku i naszej struktury handlowej, przede wszystkim na bazie istniejącej grupy partnerów. Nie ukrywam, że bazujemy i rozwijamy obsługę rynku z tymi, z którymi współpracujemy od lat. Choć oczywiście od czasu do czasu pojawiają się nowi klienci z perspektywą rozwoju, których potrzeby zaspokajamy nie gorzej niż dotychczasowych. Wszystko opiera się na zrozumieniu wzajemnych potrzeb i wysokiej kultury biznesowej. Wiadomo rynek nie stoi w miejscu. Potrzeby klientów są często bardzo różne, dlatego muszą być właściwie rozpoznane na poziomie doradztwa, aby móc te wymagania spełnić.

- Czy w „stajni” Michelin pozostaną marki Camso i Solideal, czy raczej z czasem będą wygaszane lub zastępowane tymi spod logo Michelin?

- Z oficjalnych informacji potwierdzonych przez management nowo powstałego Działu Transportu Poza Drogowego Michelin, wiemy, że zarówno marki Camso i Solideal pozostają w niezmienionych nazwach. Obie marki mają swoje utrwalone pozycje rynkowe, dlatego spodziewam się raczej kontynuacji i poszerzenia istniejących produktów przemysłowych o nowe gamy, a tym samym wzmocnienie całego portfolio grupy Michelin.

- Jednym słowem nie ma takiego zagrożenia?

- Proces integracji trwa i nie wiem, co będzie się działo za rok, czy za pięć lat. Na razie pracujemy z markami, które mamy do dyspozycji, które są znane naszym klientom i spełniają ich oczekiwania. Na pewno będzie następował rozwój oferty posiadanej zarówno przez Camso jak i Michelin. Będziemy szukać nowych linii produktowych lub rozwiązań, które sprawią, że będziemy o krok przed naszą konkurencją.

- Ilu pracowników zatrudnia Camso, czy wszyscy podpiszą umowy także z Michelin?

- Aktualnie Camso w Polsce zatrudnia 25 osób i stanowimy największą grupę specjalistów od opon i gąsienic dedykowanych do rożnych branż przemysłowych. Nie mogę natomiast powiedzieć, jaką strukturą firma będziemy miała po zakończeniu integracji, bo nikt tego jeszcze nie wie…to aktualnie organizm żywy. Wszyscy mają świadomość, że część odpowiedzialności będzie się gdzieś przenikać, ale wiemy, że mamy bardzo wartościowych i doświadczonych ludzi, więc pracy nie powinno dla nikogo zabraknąć. Należy zwrócić uwagę, że zarówno Michelin, jak i Camso pracuje w trochę innych obszarach produktowych i rynkowych, uzupełniając się w doskonały sposób. To też już na samym początku oficjalnie było potwierdzone przez nasz management. Wymaga to w mojej ocenie także innych umiejętności. Z tego względu specjalnych ruchów personalnych nie przewiduje się w ciągu najbliższych 12-24 miesięcy. To powinno również uspokoić rynek, naszych klientów, ale też kadrę pracowniczą obu firm. Generalnie nasze wysiłki są skierowane na rozwijanie sprzedaży i dalsze budowanie pozycji rynkowej, jako lidera w branży, a którą mamy w Polsce już utrwaloną.

- Wystawialiście się na tegorocznych targach Autostrada-Polska w Kielcach. Czy była to impreza planowana? Pytam, bo było tylko Camso bez udziału Michelin.

- Jesteśmy właściwie jedną firmą, ale strukturalnie działamy jeszcze niezależnie. Jak już powiedziałem wcześniej, proces integracji wciąż trwa. Jednak trudno byłoby tak od ręki zaprzestać wykonywania działań zaplanowanych dużo wcześniej. Ze względu na targi Bauma w Monachium wielu wystawców bywających historycznie w Kielcach zastanawiało się, czy udział w targach Autostrada ma sens. Ponieważ Camso, poza prezentacją produktów na wyposażeniu fabrycznym na stoiskach u wielu producentów maszyn, nie było na targach Bauma, postanowiliśmy wziąć udział w tym wydarzeniu. Tym bardziej, że mamy kilka nowych produktów, które warto było zaprezentować. Chodzi mi na przykład o opony Camso WEX 553 w rozmiarze 315/70-22.5 do koparek kołowych. Wcześniej opony konkurencji występowały na rynku wyłącznie, jako opony bieżnikowane, na karkasach opon ciężarowych. W tej chwili prezentujemy zupełnie nową oponę, specjalnie zaprojektowaną do tej aplikacji. Jest także nowość do miniwozideł Camso DMP 532 w rozmiarze 500/60-22.5, a poza tym pełna gama rozmiarowa nowej generacji opon Camso MPT 732 przeznaczonych do koparko-ładowarek. Zdecydowaliśmy się na troszkę mniejszą ekspozycję, niż w poprzednich latach, ale to w zupełności wystarczy, aby pokazać naszym klientom najnowsze produkty i porozmawiać o innych produktach nie prezentowanych na stoisku. Co do wizualizacji nie ma jeszcze wspólnej polityki w tym zakresie, więc pracujemy na dotychczasowych szablonach, niemniej jednak kolory obu firm są podobne i zapewne łatwo będzie stworzyć wspólny wizerunek na rynku. Powiem tak: Więcej nas łączy niż dzieli. To, co posiadamy w ofercie Camso w zasadzie nie figuruje w ofercie Michelin i odwrotnie. Mogę powiedzieć, że praktycznie w 100 proc. uzupełniamy się na wzajem a nie kanibalizujemy oferty. Jest kilka rodzajów produktów, które się zazębiają, ale i nie wykluczają wzajemnie. Jestem pełen zapału i optymizmu, a połączenie obu firm z pewnością przyniesie dodatkowy efekt synergii, która przy niektórych, wcześniejszych fuzjach firm z branży, się nie pojawiała lub realizowana była z dużym opóźnieniem.

- Jednym słowem integracja przebiega bez zakłóceń i będzie przynosiła efekty. Czy ostateczne połączenie spowoduje zamknięcie dawnej centrali Camso w Magog?

- W żadnym wypadku. Jak już wspomniałem, oficjalnie, krótko po zamknięciu procesu antymonopolowego i potwierdzeniu transakcji zakupu Camso przez Michelin, zostało to oficjalnie potwierdzone przez obie strony, że siedziba działu przemysłowego, nazwanego OHT (Off Highway Transportation) pozostanie w Magog w Kanadzie. Zatem w chwili obecnej cała struktura zarządzająca organizacją na świecie działu OHT Michelin będzie w Kanadzie. Szefem tej nowej struktury został nasz dotychczasowy CEO Thomas Boettcher. W tej chwili na bazie dalszych działań będziemy obserwowali jak rozwijać się będzie współpraca w tej części i na niższych szczeblach organizacji. Potencjał zespołu Camso, jak i Michelin w zakresie opon przemysłowych jest bardzo duży - śmiem twierdzić - że obecnie największy na świecie. Stajemy się producentem nr 1 w segmentach MH, CON i AG.

- Przypuszczam, że łatwo było się dogadać kierownictwom firm, gdyż w obu przypadkach - zarówno w Michelin, jak i Camso (kanadyjska prowincja Quebec) - mówi się po francusku.

- Tak. Językowo i mentalnie obie centrale są bardzo bliskie sobie. Firmy pasują do siebie i hołdują podobnym zasadom. Wyznajemy podobne wartości związane z prowadzeniem biznesu. Pasujemy do siebie - tak można by powiedzieć - jak dwie połówki jabłka...

- Trochę słodko to brzmi!

- Ale takie są fakty. Współpraca i połączenie obu firm odbywa się bez zbędnych zgrzytów i zakłóceń.

- Czy w zakresie produktowym pozostaniecie przy swoich obszarach. Camso tylko przemysłówka, Michelin reszta?

- Otóż nie. Od pewnego czasu nadrabiamy zaległości w Europie i bardzo odważnie zaczęliśmy wchodzić w szeroko pojęty segment rolniczy. Stworzyliśmy system gąsienicowy CTS do ciągników i kombajnów powyżej 200 KM, mogący być stosowany zamiennie z oponami i dwa lata temu rozpoczęliśmy ich dystrybucję w Polsce oraz krajach ościennych. Aktualnie przedstawiony został szerszej publiczności nowy system CTS do ciągników pow. 100 KM, który oficjalnie zostanie zaprezentowany późną jesienią w Hanowerze na targach Agritechnica, gdzie powinniśmy mieć po raz pierwszy wspólne stoisko targowe. Zmieniła się również polityka dystrybucyjna Camso w Europie w zakresie pozostałych produktów dla rolnictwa. Polska stała się obecnie magazynem centralnym gąsienic rolniczych, rolek i kół napędowych dla całej Europy poza Wielką Brytanią. Przejmujemy zatem całą obsługę gąsienic rolniczych w Europie zarówno do ciągników, jak i kombajnów w różnych wersjach i aplikacjach. Maszyny te pracują często w odmiennych warunkach, na różnych podłożach, stąd wymóg dostosowania ich napędów do warunków polowych ale także do jazdy po drogach dojazdowych. Zatem będzie to wymagało indywidualnego podejścia praktycznie do każdego tematu.

- Jak duże zainteresowanie jest tymi systemami. Pytam, bo rozwiązanie do tanich nie należy?

- Zainteresowanie jest duże, ale faktem jest, że w wielu przypadkach barierę stanowi koszt zakupu tego rozwiązania. Dlatego szukamy rozwiązań poprzez różne rodzaje obsługi sprzedaży i finansowania. Chcielibyśmy, aby nasze systemy były traktowane, jako niezbędne oprzyrządowanie w codziennej pracy, w okresach, kiedy rolnik wymaga dodatkowych możliwości od ciągnika, ułatwiające pracę w polu i dające wymierne korzyści finansowe. Myślę, że wniedalekiej przyszłości uda się to osiągnąć, bo korzyści zarówno dla rolników, jak i dla nas mogą być w perspektywie czasu ogromne. Wszelkie analizy i badania przeprowadzone przez niezależne organizacje udowodniły, że zwrot kosztów w gospodarstwach powyżej 300 ha przy zastosowaniu tego typu systemów gąsienicowych następuje nawet po 18 miesiącach użytkowania. Wydatek jest spory, ale i korzyści płynące z zastosowania nieporównywalnie duże.

- Odchodząc od tematu opon Camso, czy słyszał pan o certyfikacji serwisów - idei zaproponowanej i wdrażanej przez Polski Związek Przemysłu Oponiarskiego? Co pan o tym sądzi, jakie są szanse, że pomysł zostanie zaakceptowany przez większość serwisów oponiarskich w Polsce?

- Jeśli mówimy o różnego rodzaju certyfikacji, to trzeba wspomnieć, że było ich wcześniej bardzo dużo. Zazwyczaj odbywały się one pod egidą poszczególnych producentów opon. Dzięki temu powstawały ich firmowe sieci serwisowo-dealerskie i spełniały one ustalone wcześniej kryteria, aby móc afiszować się, jako autoryzowany serwis. W tym przypadku mamy trochę inną sytuację. Wydaje mi się, że certyfikacja zaproponowana przez PZPO będzie bardziej wiarygodna rynkowo, kompleksowa, uniwersalna i kompletna. Z całym szacunkiem producenci wcześniej robili je bardziej pod siebie, ale nie ma co się temu dziwić, taki jest rynek. W tym przypadku trzeba było pójść o krok dalej, dokonać ustaleń na wyższym poziomie i osiągnąć swego rodzaju kompromis. Ustalone kryteria muszą spełniać maksymalnie wszystkie wymagania klienta, że dany serwis faktycznie odpowiada na jego wszelkie potrzeby i pojawiające się ewentualne pytania. Kierunek jest bardzo dobry, gdyż z roku na rok rośnie świadomość techniczna klientów. Natomiast możliwość wykonania naprawy, wymiany, czy jakiejkolwiek innej usługi z związanej z oponami, w punkcie posiadającym autoryzację, czy nie, jest dla wielu użytkowników pojazdów bardzo ważna.

- Taki chyba powinien być efekt tego procesu, że uzyskana jakość wykonanej usługi będzie uniwersalna dla każdego serwisu posiadającego przynajmniej certyfikat „DOBRY”?

- Zdecydowanie. Mieliśmy takie przypadki, że klient jechał z produktem u nas zakupionym do przypadkowego serwisu, gdzie słyszał, że nie da się go założyć albo podczas montażu dochodziło do uszkodzenia stopki lub niszczyli oponę jeszcze w inny sposób. Dochodziło do mało przyjemnych sytuacji, gdzie przez brak kompetencji i umiejętności, zniszczeniu ulegała nowa opona o znacznej wartości. Nie muszę mówić, że koszt takiej opony to czasami kilka, kilkanaście, a czasami kilkadziesiąt tysięcy złotych. Zwróciłem uwagę, że przewidywany jest także certyfikat dotyczący obsługi opon rolniczych. Z nimi także wiążą się niemałe koszty zakupu. Każdy rolnik kupujący taką oponę liczy na to, że jej instalacja odbędzie się bezproblemowo, zgodnie z zasadami obsługi i pozwoli na bezawaryjną pracę.

- Jednym słowem jest pan zwolennikiem tego typu rozwiązań?

- Kierunek jest bardzo dobry. Jeszcze raz podkreślę, że świadomość techniczna i eksploatacyjna w naszym kraju rośnie, dlatego w przypadku opon do samochodów osobowych problem dotyczy wszystkich, zarówno mnie, moich bliskich, jak i każdego innego Polaka, który powinien podróżować autem i czuć się w nim bezpiecznie. W oponach ciężarowych dochodzi dodatkowo element bezpieczeństwa przewożonego towaru, ale i ludzi pracujących w pobliżu. Źle naprawiona i założona opona tego typu to - nie boję się tego powiedzieć - to prawdziwa bomba. Także rolnik uprawiający często dziesiątki, czy setki hektarów ziemi musi mieć pewność, że założone opony są dobrej jakości i wytrzymałości, bądź zostały naprawione prawidłowo, zgodnie z kanonami technicznymi. Taką pewność powinien gwarantować przyznawany certyfikat PZPO.

- Czego można by życzyć panu i firmie w najbliższych miesiącach?

- Przede wszystkim zdrowia, wytrwałości i stabilności, szczególnie w zakresie pracowniczym. Firma rozwija się dynamicznie i potrzeba nam trochę wzmocnień personalnych. Jednak o to nie zawsze łatwo, szczególnie w obecnym okresie, jaki mamy w Polsce. Poza tym optymizmu i skuteczności w przyszłych wspólnych działaniach, w ramach nowej organizacji.

- Dziękuję za rozmowę.

drukuj  
Komentarze użytkowników (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy - dodaj swój komentarz
Musisz być zalogowany aby dodać swój komentarz
Ogłoszenia
Brak ogłoszeń do wyświetlenia.
Zamów ogłoszenie

FOTONEWS - GALERIE

© Copyright 2019 Przegląd Oponiarski

Projektowanie stron Toruń