ROZMOWA "PRZEGLĄDU": Dynamiczny oponiarski rynek

 

ZE STANISŁAWEM SZPAKIEWICZEM (NA ZDJĘCIU Z PRAWEJ), WSPÓŁWŁAŚCICIELEM FIRMY AUTO-GUM ORAZ ANDRZEJEM SKOWRONEM, PREZESEM POLSKICH SKŁADÓW OPONIARSKICH W KRAKOWIE, ROZMAWIA SŁAWOMIR GÓRZYŃSKI.

- To jaki był ten ubiegły rok dla branży oponiarskiej? Jesteście zadowoleni z efektów sprzedaży opon?

Andrzej Skowron (A.S.): - Zdecydowanie był to dla branży udany rok. Sprzedało się na rynku dużo więcej opon niż w 2015. Statystyki mówią o wzroście ok. 13 proc., z tym że znacznie więcej sprzedano opon letnich, w oponach zimowych ten wzrost był niewielki. Według mojej wiedzy nie wszystkie opony letnie trafiły na nasz rynek. Część wyjechało z kraju i to w dosyć odległe rejony niekoniecznie Europy.

Stanisław Szpakiewicz (S.Sz.): - To nasza firma jest chyba odszczepieńcem, bo znacznie więcej sprzedaliśmy zimowych. Ustanowiliśmy pod tym względem nasz rekord. W stosunku do 2015 roku sprzedaliśmy o 20 proc. więcej zimówek. Te wzrosty mogą być efektem 500+, bo do kraju wjechało prawie milion starych samochodów. A że duża część z nich jeździła na zużytych letnich gumach, to nowi właściciele zaopatrywali się w nowe zimówki zazwyczaj z segmentu budżetowego. Dlatego bardzo duże wzięcie miały dwie szerokości 195 i 205 w rozmiarze 15 i 16 cali. Tutaj rynek notował bardzo duże ssanie i zarazem widoczne były braki. Dosłownie sprzedawane były na pniu. Nie wnikając w liczby bezwzględne, w zeszłym roku sprzedaliśmy 52 proc. opon zimowych, 44 opon letnich i 4 proc. całorocznych. Ten ostatni segment w naszym przypadku urósł w ciągu roku z 2 do 4 proc., czyli o 100 proc. Przypuszczam, że ten udział wielosezonowych będzie nadal wzrastał. O ile okres letni da się w miarę przewidzieć, o tyle sezon zimowy jest zawsze dużą niespodzianką. W przypadku naszej hurtowni, żeby normalnie funkcjonować w sezonie jesienno-zimowy musimy mieć w magazynie około 300 tys. opon. Od połowy października zaczynają się programy flotowe i zaczyna być dobrze, w zeszłym roku było bardzo dobrze.

- Powodzenie ma chyba PlatformaOpon prowadzona przez PSO. Hurtownie i serwisy intensywnie z niej korzystają, oferując swoje towary? W zeszłym roku mocno ją modernizowaliście i przyniosło to efekty?

S.Sz.: - To, co dzieje się na platformach cyfrowych, jest niekiedy niedopuszczalne. Są firmy, które korzystają z możliwości wystawiania nie swoich towarów, tzw. podpiętych od jakiegoś dystrybutora z Zachodu, oferując czasami ceny nieosiągalne na naszym rynku.

A.S.: - No ale kiedy przychodzi czas prawdy, czyli sezon sprzedażowy, wtedy zamówienia poprzez naszą Platformę głównie składane są w tradycyjnych dużych hurtowniach. Najważniejszym atutem ofert już nie jest cena, ale dostępność i szybkość realizacji zamówienia. Widać to po liczbie transakcji, które realizują hurtownie w tym właśnie czasie. Dodam, iż z roku na rok odnotowujemy duże przyrosty. Porównując 2016 do 2015, osiągnęliśmy sporo ponad 20-procentowy wzrost obrotów na PlatformieOpon. Główną siłą napędzającą taki wzrost jest osobówka. Mamy również coraz więcej rejestrujących się odbiorców, w tej chwili jest ich już blisko 6 tys. Patrząc, co się dzieje w zakresie B2B, widać mocną konkurencję w tym segmencie, ale jakoś radzimy sobie. Co jakiś czas pojawia się jakiś konkurent, np. ostatnio 07zr.com - platforma, która chce zawojować nasz rynek.

S.Sz.: - PSO ma także drugą nogę, kto wie czy nie mocniejszą. Myślę o programie flotowym. Ten program z roku na rok rozwija się i do flot sprzedawanych jest naprawdę dużo opon.

- Kolejne zjawisko, które osiągnęło niewyobrażalne jeszcze do niedawna rozmiary. Chodzi mi o sprzedaż opon poprzez internet. W 2016 roku osiągnęła ona niesamowitą wielkość. Około 1/4 opon osobowych trafiło przez ten kanał do klientów. A mówiło się, że maksymalny pułap to 15 proc.?

S.Sz.: - Handel detaliczny poprzez  internet stanowi ponad 25 proc. Co, moim zdaniem, jest straszne. Oponeo sprzedaje półtora miliona opon. Oprócz tego Allegro pewnie około 800 tys. opon. Jednak w tym przypadku są to różnego rodzaju opony: nowe, stare, bieżnikowane. Allegro - podobnie jak Oponeo - chce też stworzyć własny magazyn. W tym celu nawiązuje porozumienia z producentami ogumienia. Jest też szereg firm - serwisów i hurtowni - które również sprzedają na zasadzie B2C w internecie.

A.S.: - Rynek sklepów internetowych znacznie wzrósł, stanowi obecnie blisko 3 mln sprzedanych opon.

- Czemu u nas ludzie tak bardzo ufają sprzedaży internetowej? W Polsce - poza Czechami, które mają rekordową sprzedaż internetową na poziomie 30 proc. - jest to bardziej widoczne niż w innych krajach europejskich.

S.Sz.: - Podejrzewam, że przyczyną może być np. brak czasu i łatwość złożenia zamówienia w domu. Słyszałem, że np. w Hiszpanii, gdzie wszyscy lokalnie się znają i lubią pogadać, klient przychodząc do serwisu wie, że pracownik mu dobrze doradzi i wymieni opony - tam udział internetu wynosi zaledwie ok. 6 proc.

A.S.: - Z rozmów z przedstawicielami handlowymi wynika, że w Europie Zachodniej sprzedaż internetowa stanowi w porywach (maksymalnie) 10 proc. U nas zainteresowanie internetową sprzedażą opon jest niesamowite.

- Jednak 80 proc. idzie nadal przez hurtownie?

S.Sz.: - Ale to, że idzie przez hurtownie wcale nie oznacza, że trafia przede wszystkim do tradycyjnego serwisu. Tak naprawdę pierwszy serwis, który od nas kupuje jest na 18., a następny na 22. miejscu. I są to serwisy, które mają naprawdę duże obroty. Powyżej są sklepy internetowe, również Oponeo, które w niewielkim procencie wspomaga się naszym magazynem, no i floty. Tak wygląda dzisiaj układ rynkowy. Floty zresztą to jest inna bajka, wie o tym Andrzej, bo PSO jest dużym graczem. Z naszych usług korzysta też wielu innych operatorów flotowych, gdzie nie jesteśmy ich członkiem, jak np. Euromaster, PSF, współpracujemy także z serwisami Point S.

 A.S.: - Jeżeli mówimy o obsłudze flot, to wytworzyła się na rynku taka sytuacja, że serwisy obsługują floty dla wielu operatorów i jest to całkiem naturalne. Żadna z sieci serwisowych nie obejmie zasięgiem w 100 proc. obszaru Polski. Dochodzi nawet do tego, że samochody jednej floty mogą być obsługiwane w tym samym serwisie przez różnych operatorów. Wracając do detalu internetowego na poziomie powyżej 25 proc. w Polsce i przyczyn, z jakich może wynikać taka jego popularność, to praprzyczyną może być charakter statystycznego Polaka, który bardziej ufa forum internetowemu niż doradcy w serwisie. Taki osobnik idzie do serwisu i z góry wie, że serwisant chce mu wcisnąć jakąś oponę, bo zależy mu na zysku, a nie rzetelnym doradztwie.

- E-commerce kieruje się innymi zasadami niż normalny handel?

S.Sz.: Przez internet można dziś zamówić różne produkty. Jednak ja osobiście wolę pójść na zakupy, obejrzeć i wybrać produkty. Niezależnie od tego co kupuję (np. artykuły spożywcze, czy sprzęt RTV). Porównuję produkty i ich ceny w sklepach internetowych, a także stacjonarnych, by potem móc negocjować. Sprzedawca w sklepie stacjonarnym nie zejdzie do tej ceny internetowej, ale jakiś rabat zawsze się uzyska.

A.S.: - Duże sieci sklepów mają już zazwyczaj swoje sklepy internetowe. W Twoim Staszek przypadku działa tak zwane ROPO - z ang. Research Online, Purchase Offline, co oznacza wyszukaj w internecie, kup w sklepie. I to dotyczy 70 proc. internautów. Najpierw sprawdzają ceny w sieci, potem dopiero wybierają się do sklepu. Zakup realizowany jest w sposób tradycyjny, ale ma się świadomość cen, jakie obowiązują w alternatywnych miejscach. Ciekawostką jest, słyszałem już o takich pomysłach, wprowadzenie np. w sklepie tradycyjnym opłaty za prezentację jakiegoś produktu. Nie mówię o Polsce oczywiście.

S.Sz.: - Moim zdaniem klient postępuje nie fair, gdy idzie do sklepu, tam sprzedawca poświęca mu czas, opowie o produkcie, a potem idzie do domu i dokonuje zakupu w internecie. Siła sieci jest duża, a będzie jeszcze większa. Wierzę, że w przypadku opon ta teoria się jednak nie sprawdzi. Jeżeli ktoś przychodzi do serwisu z oponami kupionymi poprzez sieć, zazwyczaj od razu irytuje to serwisanta. Bywa, że dochodzi niekiedy do ostrej wymiany zdań, szczególnie gdy okazuje się, że przyniesiony komplet nie pasuje do auta.

- Jednak odwrotu od coraz większego udziału sprzedaży internetowej chyba już nie będzie?

S.Sz.: - Uważam, że dopóki opony nie są na kołach, stanowią swego rodzaju półprodukt. Ten udział jest za duży i nie powinien nigdy taki być. Jednak życie, pośpiech, wygoda wymuszają pewne nowe zachowania, szczególnie dotyczy to młodego pokolenia, które internet traktuje trochę jak fetysz.

A.S.: - Rodzi się pytanie innego rodzaju. Dlaczego akurat u nas w Polsce sprzedaż internetowa jest taka wysoka, a w Europie ten udział jest sporo niższy? Moim zdaniem również dlatego, że u nas cena jest dominującym kryterium zakupu. Ciekawe, czy w internecie sprzedają się równie dobrze opony Bridgestone, Goodyear czy Michelin, Conti, tak jak np. Zeetex, Goodride. Z naszych doświadczeń wynika, że dominują tanie marki opon.

S.Sz.: - Jeśli ktoś poprzez sieć internetową kupuje do domu sprzęt warty 5 tys. zł, to kupi także drogą oponę. Może i będzie chciał kupić w serwisie, gdzie mechanik opowie mu o wszystkim, co jest z daną oponą związane. Jeżeli jednak ta opona w internecie będzie o 100 zł tańsza, czyli na czterech oponach zaoszczędzi 400 zł, to ją tam kupi.

A.S.: - Park samochodowy poruszający się w Polsce jest stary. W zeszłym roku wjechało prawie milion aut, głównie 10-letnich
i starszych, i tak się dzieje przecież od 2004 roku. To jest klient na najtańszy produkt.

S.Sz.: - Nie rozumiem tego, że poprzez internet najwięcej sprzedaje się najtańszych opon. Jaka jest różnica cenowa
w przypadku tych tanich produktów, przy zakupie w serwisie a sklepie internetowym. Nie wyniesie więcej niż 5-10 zł.

- Przejdźmy może do kolejnego tematu, który rozgrzewa w ostatnich miesiącach branżę. Co sądzicie panowie o opłatach wprowadzonych przez Centrum Utylizacji Opon, czy to dobry pomysł?

A.S.: - Oczywiście, to znak czasu. Polska to przecież rynek kilkunastu milionów wymienianych opon rocznie, a poza tym do Polski napływa sporo oponiarskich odpadów z sąsiednich krajów. Pomysł z wprowadzeniem opłat nie był zły, mimo że do niedawna nikt za oddanie oponiarskiego złomu nie płacił. W końcu musiało się to zmienić.

S.Sz.: - W Niemczech, czy innych krajach Europy Zachodniej, oddający oponiarski złom za niego płaci. Dotyczy to także kierowców. U nas dotąd odbywało się to na zasadzie darmowego pozostawiania zużytych opon w serwisach. Potem przyjeżdżał ktoś z CUO lub innej firmy zajmującej się utylizacją i za darmo odbierał. Kierowców, ani właścicieli serwisów nie obchodziło, co z tymi starymi oponami będzie się działo.

A.S.: - Poza tym cementownie, które są głównymi utylizatorami zużytych opon, do niedawna płaciły za dostawy do swoich pieców. Obecnie to im płacą zachodni kontrahenci za odbiór oponiarskiego złomu do spalenia. Dlatego mamy na naszym rynku obecnie nadmiar zużytych opon.

- A firma Auto-Gum ma problem z nadmiarem oponiarskich odpadów?

S.Sz.: - Niestety mamy. Bo serwisy, od których do tej pory odbieraliśmy w formie nieodpłatnej, dziwią się, że teraz chcemy od nich jakiejś zapłaty, przynajmniej w takiej wysokości, aby sfinansowały koszty transportu. Nawet proponujemy im firmy, które są gotowe odebrać, ale za odpłatnością.

A.S.: - Poza tym odbiór opon zużytych nie należy do normalnych usług transportowych. Zazwyczaj oponiarski złom jest brudny, ubłocony. Trzeba mieć odpowiedni środek transportu.

- Jednym słowem wrócimy do sytuacji, że oponiarski złom znowu będzie „magazynowany” w lasach, rzekach i jeziorach...

S.Sz.: - Tak, istnieje takie zagrożenie. Nasze środowisko naturalne może ucierpieć. Obawiam się, że stare opony będą leżały nie tylko w przydrożnych rowach. Będą rosły hałdy i może dojść do jakiegoś spektakularnego pożaru, jak w Kalifornii, czy w Hiszpanii.

A.S.: - Opłaty muszą być wprowadzone, chociaż dodatkowe 10 zł za pozostawienie kompletu zużytych opon, może stanowić dla wielu klientów serwisu barierę. Dlatego problem oponiarskiego złomu lądującego w lasach nie jest tylko hipotetyczny. Poza tym co roku wjeżdża do nas około 1,5 mln sztuk opon z Chin, czyli takich zupełnie nie ujętych w statystykach ETRMA. Utylizacja tych opon spoczywa więc na barkach importerów, którzy podpisują umowę z którąś organizacją odzysku. Co potem te organizacje odzysku robią z tymi oponami, tego nie wiemy. Czy jest to tylko handel papierami, a nie faktyczny odzysk surowców?

S.Sz.: - Z Niemiec płynie mnóstwo oponiarskiego złomu. W przeliczeniu na sztuki, to kilka milionów. One lądują w cementowniach, które jednak nie pracują na pełnej wydajności. Więc i tam tworzą się hałdy. Kwestia utylizacji złomu dotyczy również akumulatorów. Ale tutaj kierowca ma obowiązek zostawienia starego akumulatora, jak kupuje nowy. Jednak stara opona jest kłopotem, a stary akumulator już nie, bo traktuje się go jak towar. Podobny problem jest ze zużytymi bateriami, świetlówkami, przepracowanym olejem i wieloma innymi poeksploatacyjnymi materiałami pozostającymi po naprawie aut.

- Jak twierdzi p. Marek Sobiecki, prezes CUO, nasz system zbierania i utylizacji odpadów jest jednym z najlepszych w Europie.

A.S.: - Szczerze mówiąc, polemizowałbym z p. Markiem. W mojej opinii lepszy system mają Węgrzy, gdzie państwo dba od początku do końca o utylizację oponiarskiego złomu. Od importerów i producentów opon pobiera niemałe pieniądze na ten cel. Organizuje cały proces zbierania i utylizacji oponiarskiego złomu.

- Na rynku co chwila pojawiają się nowe marki lub te, które gdzieś funkcjonują w Europie, ale do Polski dopiero pukają. Auto-Gum np. próbuje mocno spopularyzować Nexena.

S.Sz.: - Nexen tak, ale mamy inne marki oprócz tego - jak np. Saetta  od Bridgestone’a, którą popularyzujemy wśród naszych dilerów. Ta opona została nam zaproponowana trzy lata temu. Bridgestone produkuje tę markę w Bari, gdzie większym kosztem byłoby zamknięcie fabryki niż uruchomienie produkcji. Udało się ją nam w kraju zaszczepić. Saetta trafia zresztą także do innych krajów w Europie.

- Czy opony chińskie są dla rynku problemem? Myślę głównie o oponie ciężarowej.

S.Sz.: - Szacuje się, że w 2016 roku udział opony chińskiej w całym rynku sięgnął 40 proc. Mimo to raczej nie należy się spodziewać - tak jak to zrobiono w USA - że w Europie zostaną nałożone cła antydumpingowe.

A.S.: - Chińska opona odebrała dużą część rynku oponom z segmentu budżetowego. Sprzedaż opon segmentu premium raczej jest niezagrożona. Natomiast import chińskich prawie że zabił sprzedaż bieżnikowanych. Widziałem statystyki i nie mogłem uwierzyć, że w ub.r. na rynku sprzedano tylko koło 60. tysięcy opon ciężarowych regenerowanych, czy to w technologii na gorąco, czy na zimno. Jednak każdy duży dystrybutor chcąc liczyć się na rynku, musi mieć chińską markę w ofercie.

S.Sz.: - Dojdzie do tego, że na rynku pozostaną tylko koncernowe opony bieżnikowane w technologii Remix, TreadMax, Bandag czy ContiTread. Niektóre chińskie marki naprawdę sprawdziły się i wyglądają już całkiem porządnie. To nie są produkty, takie jak 10 lat temu.

- A jak będzie wyglądał panów zdaniem 2017 rok?

A.S.: - Nikt nie boi się już sezonu wiosenno-letniego, który rozkłada się na kilka miesięcy od marca aż do lipca. Prawdziwa gra zaczyna się przy zatowarowaniu w opony zimowe, gdzie ryzyko finansowe jest dużo większe. Wszystko zależy od tego, jak zachowają się producenci europejscy, którzy ogłosili w lutym spore podwyżki od 5 do 8 proc., tłumacząc, że wynikają one z drastycznych wzrostów cen surowców.

S.Sz.: - Dotyczyło to głównie podwyżek cen kauczuku naturalnego. Azjatyckie plantacje zostały dotknięte potężnymi powodziami w wyniku czego wiele upraw zostało zniszczonych. Pokazywali to w telewizji. Co do nas, to ten rok będzie interesujący, bowiem uruchomimy nowy, duży magazyn na przedmieściach Krakowa.

A.S.: - Cała branża motoryzacyjna wygląda rewelacyjnie nie tylko w Polsce, ale w całej Europie. Sprzedaż nowych aut była największa od kilkunastu lat. Powstają nowe fabryki części zamiennych. Ich eksport  osiągnął wartość ok. 30 mld euro. Sprzedano poza tym blisko 30 tys. ciągników do TIR-ów. To jest rekord wszechczasów. To się jednak nie przełoży od razu na zakupy opon już w tym roku.

- Można powiedzieć, że floty transportowe się zbroją na całego. Tylko czy coś z tego skapnie branży oponiarskiej?

A.S.: - Jak to się przełoży na branżę, jeszcze nie wiemy. Na pewno ceny usług muszą wzrosnąć, bo koszty funkcjonowania przedsiębiorstw zdecydowanie urosły. Na pewno nie będzie to bezbolesne dla klientów, bo np. po piśmie od nas o wzroście cen usług, jedna z dużych flot stwierdziła, że oczekiwała od nas obniżek, bo ich flota samochodów urosła - taki funkcjonował do tej pory sposób ich myślenia. Oprócz wprowadzanych podwyżek cen coraz szerszą falą wchodzą TPMS-y. To są na szczęście dodatkowe przychody dla serwisów, ale oczywiście koszty dla flot i użytkowników indywidualnych.

- Na koniec może o oponach całorocznych. Przyrost sprzedaży rok do roku o 100 proc. to jest chyba zaskoczenie?

S.Sz.: - Może trochę. Jednak mam inne obawy. Oby tylko ktoś nie wpadł na pomysł we flotach, że ich pojazdy mają jeździć na oponach całorocznych.

A.S.: - Wydaje mi się, że dopóki opony całoroczne nie wejdą na pierwsze wyposażenie w autach wyjeżdżających z taśm montażowych, nie ma takiego zagrożenia. Ale nigdy nie wiadomo, co wymyślą w koncernach motoryzacyjnych. Oby miniona zima ostudziła podobne zamiary.

- Dziękuję za rozmowę.

Zobacz cały numer PO 4/144 (Kwiecień 2017)

Ogłoszenia

Montażownica Variant Service

Sprzedam montażownicę Variant Service, bezłyżkowa z dodatkowym ramieniem, inflator, podnośnik pneumatyczny, LCD ...

więcej

Sprzedam podnośniki

Sprzedam pneumantyczny podnośnik płytowy i podnośnik dwukolumnowy, stół warsztatowy. Tel. 601 574 059 

więcej
/

FOTONEWS - GALERIE

© Copyright 2018 Przegląd Oponiarski

Projektowanie stron Toruń